Profil na Facebooku

niedziela, 30 marca 2014

Co skrywają klasztorne mury?

Modlitwa, samodyscyplina i poświęcenie. Wydawać by się mogło, że przestrzeń duchownych powinna być wolna od wszelkich skandali i nadużyć. Wystarczy jednak nieco odkurzyć karty historii, by naszym oczom ukazały się skazy, które nawet w dzisiejszych czasach wywołują niedowierzanie. W 1869 r. wyszło na jaw, że krakowski klasztor Karmelitanek Bosych przy ul. Kopernika szczelnie skrywa za swoimi murami pewien sekret.

Klasztor Karmelitanek Bosych, ul Kopernika 44 (fot. własne).

Melodyjna nuta tajemnicy może z powodzeniem nieść się echem po sferze sacrum. Dopóki nie nabierze makabrycznych tonów. 20 lipca 1869 r. do Sądu Krajowego w Krakowie wpłynęło anonimowe zgłoszenie dotyczące przetrzymywania za murami klasztoru karmelitanek jednej z zakonnic – Barbary Ubryk. Kobieta miała przebywać w nieludzkich warunkach, bez dostępu światła, całkowicie odizolowana od innych ludzi. Sąd w porozumieniu z miejscowymi prokuratorami zajął się sprawą, postanawiając rzucić nieco światła na tę niepokojącą informację.

Należy zaznaczyć, że zgłoszenie, które wpłynęło do krakowskich organów sprawiedliwości było bardzo problematyczne. Informacja rzucała cień na działalność duchownych i mogła stać się punktem zapalnym konfliktu między władzą świecką a duchowną. Jeden z sędziów wysunął propozycję bezpośredniego zwrócenia się w tej sprawie do biskupa Gałeckiego w celu weryfikacji anonimowego zgłoszenia. Ten pomysł nie wszedł jednak w życie z dość prostej przyczyny. Gdyby zarzut okazał się prawdziwy, duchowni mieliby wystarczająco dużo czasu na zatarcie śladów przestępstwa. Podjęto decyzję, że sprawą zajmie się jeden z najzdolniejszych krakowskich sędziów śledczych – dr Władysław Gebhardt.

Klasztor Karmelitanek Bosych, ul Kopernika 44 (fot. własne).

Sędzia rozpoczął swoje działania od ustalenia tego, czy nazwisko widniejące w zgłoszeniu, rzeczywiście znajduje się na liście nazwisk zakonnic przebywających w klasztorze karmelitanek. Działania organów policyjnych potwierdziły tę wersję. Barbara Ubryk była jedną z zakonnic. Naprawdę nazywała się Anna, a imię Barbara przybrała dopiero wstępując do zakonu w Krakowie. Podobno jako młoda kobieta miała odznaczać się ogromną urodą. Wybrała jednak życie w jednym z najsurowszych klasztorów żeńskich. U karmelitanek od dnia złożenia ślubów nie wolno było opuszczać murów kościoła.

Zakonnice od dawna uważały, że siostra Barbara ma nie po kolei w głowie. Jak ich zdaniem objawiała się choroba psychiczna? Barbara wybuchała głośnym, niekontrolowanym śmiechem w czasie modlitw w kościele, miewała nagłe napady pobożności, w czasie których potrafiła spowiadać się godzinami, często zamykała się w celi i nie reagowała na polecenia sióstr. Pewnego razu przełożona kazała ogrodnikowi wyważyć drzwi do celi, ponieważ siostra Barbara kolejny raz nie chciała podporządkować się poleceniom. Kiedy udało się sforsować drzwi, ogrodnik ujrzał zakonnicę śpiewającą i tańczącą nago po celi. Wtedy zapadła w jej sprawie decyzja. Był rok 1848.

Źródło grafiki: Barbara Ubryk oder die Geheimnisse des Karmeliter-Klosters in Krakau. Podobno żadne zdjęcie Barbary Ubryk nie zostało zachowane.

Ponad 20 lat później, 21 lipca 1869 r., czyli dzień po otrzymaniu zgłoszenia, sędzia Gebhard udał się do biskupa Gałeckiego z informacją o niepokojącym zgłoszeniu. Duchowny stanowczo zaprzeczył, że uwięzienie zakonnicy za murami klasztora kiedykolwiek miało miejsce, ale wyraził zgodę na zbadanie sprawy przez śledczych. Delegował także duchownego, który wraz z policjantami miał sprawdzić klasztor. Wybrana komisja udała się do klasztoru, żądając od zakonnic spotkania z Barbarą Ubryk. Podprzeorysza, Teresa Kozierkiewicz, początkowo zdecydowanie odmówiła umożliwienia takiego spotkania, jednak po dłuższych dyskusjach, postanowiła wprowadzić komisję do środka. Poprowadziła ich na pierwsze piętro budynku klasztornego, gdzie wskazała ostatnią z rzędu celę, przylegającą do ustępów klasztornych. Otworzono grube, podwójne drzwi. W nozdrza od razu uderzał smród stęchlizny i fekaliów. Cała komisja nie mogła uwierzyć w to, co zobaczyła.

Czas, 1869 r.

Na podstawie krótkiej rozmowy z uwięzioną zakonnicą, komisja doszła do wniosku, że kobieta cierpi na chorobę psychiczną. Biskup Gałecki był w szoku. Bardzo dosadnie skrytykował zachowanie zakonnic. Baraba Ubryk znajdowała się w opłakanym stanie. Kiedy trafiła do szpitala św. Ducha, okazało się, że waży tylko 34 kilogramy.

Dręczenie zakonnicy w Krakowie (źródło).

Informacja o nieludzkich warunkach, w których przetrzymywano zakonnicę, szybko obiegła Kraków. Oliwy do ognia dolały jeszcze dwa krakowskie dzienniki – Czas i Kraj, które na swoich łamach poinformowały o całym zajściu. Pod klasztorem zebrał się tłum ludzi, który z godziny na godzinę gęstniał coraz bardziej. Popołudniu na ul. Kopernika zgromadziła się już grupa licząca 4 – 6 tys. osób (w tym czasie liczba mieszkańców Krakowa wynosiła około 50 tys.). Atmosfera stawała się coraz bardziej nerwowa. Ludzie byli zszokowani nieludzkim zachowaniem sióstr zakonnych. Wśród zgromadzonych przeważali młodzi rzemieślnicy i studenci oraz uboższa ludność zamieszkująca przedmieścia Krakowa.

Klasztor Karmelitanek Bosych, ul Kopernika 44, widok z lewej strony (fot. własne).

Głosy oburzenia przeplatały się z wystąpieniami samozwańczych mówców, którzy zaognili sytuację do tego stopnia, że tłum wyłamał bramę klasztoru. Dopiero ingerencja austriackich huzarów pomogła nieco opanować niespokojne nastroje. Informacja o ataku na zakon przy ul. Kopernika szybko obiegła cały Kraków, powodując kolejne antyklerykalne napaści. Zaatakowano m.in. kościół św. Barbary, klasztor Jezuitów oraz klasztor Norbertanek na Zwierzyńcu. Napiętą sytuację udało się opanować dopiero po kilku dniach, kiedy władze zdecydowały się obsadzić wojskiem wszystkie klasztory krakowskie. 22 lipca władze postanowiły aresztować przełożoną klasztoru – Marię Wężykównę oraz byłą przełożoną – Maurycję Ksawerę Josaph.  

Czy opinia zakonnic o chorobie psychicznej Barbary Ubryk była uzasadniona? Biegli, którzy badali pacjentkę, potwierdzili tę tezę. Lekarze stwierdzili, że zakonnica cierpiała na ostrą formę nimfomanii. Niemożliwość zaspokojenia popędu płciowego doprowadziła do gwałtownego pogorszenia stanu zdrowia. Nieludzkie warunki, w których Barbara Ubryk była przetrzymywana, sprawiły, że już nigdy nie odzyskała równowagi psychicznej. Zmarła w zakładzie dla osób chorych umysłowo w 1898 r.

Źródła:  
Cały tekst powstał przede wszystkim na podstawie informacji znajdujących się w bardzo ciekawej książce Pitaval krakowski Stanisława Salmonowicza, Janusza Szwai, Stanisława Waltosia. Korzystałam także z fragmentów książki Mały Rzym autorstwa Juliusza Stanisława Harbuta oraz z tekstu The True Story of Barbara Ubryk.