Profil na Facebooku

wtorek, 29 stycznia 2013

Pluskwy teatromanki w Teatrze Słowackiego

Może niektórzy zauważyli, że blog Ciekawy Kraków bierze udział w konkursie Blog Roku 2012 organizowanym przez Onet. Jeżeli ktoś chciałby zagłosować, to można wysłać SMS o treści G00010 na numer 7122. Całkowity dochód przekazywany jest na obozy integracyjno-rehabilitacyjne dla dzieci z ubogich rodzin i dzieci niepełnosprawnych. Moi rodzice na przykład zagłosowali, żeby nie było mi przykro.

Znalazłam ostatnio ciekawostkę dotyczącą Teatru Słowackiego. Większość osób być może kojarzy to miejsce jako reprezentacyjny budynek, gdzie miłośnicy sztuki dyskutują o wybitnych spektaklach, a rodzice przyprowadzają na przedstawienia dzieci, które wyglądają jakby połknęły kij od miotły. Okazuje się, że Teatr Słowackiego, jak niektóre wymienione tu już krakowskie budynki, też miał swój niesmaczny sekret.
Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie.

Przed wojną i po wojnie wszelkie robactwo było spotykane nie tylko w prywatnych mieszkaniach, ale również w budynkach publicznych. Jak podaje Dziennik Polski z 1946 r., jeszcze przed wojną ogłaszała się firma tępiąca pluskwy przy pomocy czarodziejskiej świecy. Firma obiecywała, że za każdą znalezioną po dezynfekcji żywą pluskwę zapłaci dolara. Takie ogłoszenia można znaleźć w krakowskich gazetach z 1931 r.

1 dolara za każdą żywą pluskwę, reklama z 1931 r.
W 1946 r. czytelnicy Dziennika Polskiego skarżyli się właśnie na te niepozorne, choć bardzo dokuczliwe insekty. Pluskwy, jako stworzenia niezbyt wymagające, rozsiadły się na balkonach teatru. Daleko od świateł mogły prowadzić swój krwawy proceder kąsania widzów, którzy przyszli do Słowackiego, by obcować ze sztuką. 

Przedstawienie Pocałunek przed lustrem Laszlo Fodora z 1933 r. W tle balkony, na których rozsiadły się pluskwy.
Widownia Teatru im. Juliusza Słowackiego na zdjęciu współczesnym. (fot. www.konferencje.pl)
Dziennikarz, który opisał całą historię w Dzienniku sam był świadkiem sytuacji, w której pewna 18-latka została zaatakowana przez pluskwy w czasie przedstawienia. Tak opisuje zwyczaje i miejsce ukrycia tych niepozornych insektów:

Pluskwy teatromanki, 5.12.1946 r. Dziennik Polski

Autor zwraca uwagę, że gdyby dyrekcja Teatru Słowackiego zaryzykowała i zakupiła przedwojenne świece do dezynfekcji, być może udałoby się wzbogacić zasobność kasy teatralnej. W końcu 1 dolar za pluskwę stanowiłby całkiem dobry wynik, a istnieje przecież duże prawdopodobieństwo, że czarodziejskie świece, to tak naprawdę zwykła, czarna magia.

Źródła:
Współczesne zdjęcie widowni Teatru im. Juliusza Słowackiego pochodzi ze strony: www.konferencje.pl
Pluskwy teatromanki, 5.12.1946 r. Dziennik Polski 
 

sobota, 19 stycznia 2013

Nowohucki Meksyk

Pisałam jakiś czas temu o tym, skąd wziął się negatywny stereotyp Nowej Huty. Złośliwi mogliby powiedzieć, że wystarczy przejść się po starej części Huty po zmroku i odpowiedź sama nas znajdzie. W dzisiejszym tekście chciałabym cofnąć się do początków budowy tej dzielnicy i trochę przybliżyć nowohuckie osiedle Meksyk, określane jako jedno z najbardziej niebezpiecznych miejsc tamtych czasów. 

W latach 50. Nowa Huta była nazywana Gigantem i nie cieszyła się dobrą opinią wśród mieszkańców Krakowa – o Meksyku opowiadano cuda. Podobno na teren baraków nie wkraczali nigdy przedstawiciele policji ani żadnych władz. W porównaniu z życiem w podkrakowskim Meksyku, stosunki panujące na Dzikim Zachodzie w czasach Buffalo-Billa były rzekomo zabawą w ogródku jordanowskim.(1)

Baraki Meksyku. (kadr Nowohuckiej Kroniki Filmowej)

W 4 murowanych i 38 drewnianych barakach mieszkało około 4 tys. osób.(2) Głównie brygady SP, których pracownicy nie byli związani silnymi zależnościami. Meksyk stał się miejscem, gdzie patologiczne zachowania spotykano na co dzień. Patologia nasilała się aż do tego stopnia, że mieszkańcy po powrocie nie zdejmowali swoich ubrań w obawie przed kradzieżą.(2) Wszystkie pomieszczenia były bardzo przeludnione, a pijaństwo i złodziejstwo w tym miejscu nikogo nie zaskakiwało. Jeden z funkcjonariuszy wspomina, że jedynym sposobem na uspokojenie towarzystwa była seria z pepeszy w sufit.(3)

Meksyk. (kadr Nowohuckiej Kroniki Filmowej)

Kiedy kombinat rozpoczął działalność, z Meksyku zniknęły brygady SP, a baraki zamieszkali zwykli budowlańcy. Początkowa nazwa zaczęła zanikać i zastąpiło ją Osiedle Hoteli Robotniczych Państwowego Przedsiębiorstwa Budowy Huty im. Lenina w Nowej Hucie.(1) W 1962 r. osiedle liczyło 4 tys. mieszkańców, wyłącznie mężczyzn w wieku od 18 do 40 lat. Byli to głównie robotnicy sezonowi, w większości niewykwalifikowani pracownicy budowlani. Przyjeżdżali tu jesienią, po żniwach i kopaniu ziemniaków, a zostawali do wiosny. W maju oraz czerwcu osiedle pustoszało z powodu żniw. Obecnie w miejscu dawnego osiedla pozostał bar Meksyk.

Bar Meksyk.

Przeciętna stawka, za którą pracowali robotnicy wynosiła 1 500 zł, a wynagrodzenie w okresie wykończeń wielkich pieców dochodziło nawet do 5 000 zł. Młodzież wydawała zarobione pieniądze na nowe buty czy odzież. Starsze osoby odkładały każdą wypłatę, by po powrocie na wieś zaoszczędzony kapitał przeznaczyć na rozwój gospodarki. Próba ukulturalniania mieszkańców Meksyku była trudnym wyzwaniem. Kiedy powstał amatorski teatr robotniczy Nurt, w trakcie przedstawień junacy krzyczeli z widowni do aktorów:

B. Seidler, Tamten czas, który minął, „Życie Literackie”, 1979 r.
Wykształcenie mieszkańców wciąż nie sięgało więc najwyższego poziomu, a teatry musiały jeszcze długo zaczekać, zanim na widowni zasiadła publiczność zainteresowana sztuką. Sprawę dodatkowo utrudniała przelotowość osiedla, większość osób po kilku miesiącach systematycznej pracy powracała do swoich rodzinnych miejscowości, a ich miejsce zastępowali kolejni przyjezdni. Dlaczego zaszczepianie kultury mieszkańcom Meksyku nie było łatwe, wyjaśniał również Jerzy Lohmann w jednym ze swoich reportaży:

J. Lohmann, Kaszanka i Renoir w Meksyku, „Kierunki”, 1962 r.
Ponadto w czasie poprzedzającym zakończenie budowy istotnego elementu kombinatu, robotnicy pracowali w nieregularnych godzinach, co komplikowało organizację cyklicznych wydarzeń. Jednym z ciekawszych kulturalnych epizodów był konkurs Co wiesz o sztuce zorganizowany przez Marię i Janusza Boguckich w Domu Kultury Budowlanych, który został utworzony w jednej sali drewnianego baraku robotników w Pleszowie.

Dom Kultury Budowlanych.
Przesiadujący w nim młodzi mężczyźni o zdecydowanie wiejskim typie, byli głównie zajęci czytaniem prasy. Zdarzyły się tutaj też dwie ciekawostki:

J. Lohmann, Kaszanka i Renoir w Meksyku, „Kierunki”, 1962 r.
J. Lohmann, Kaszanka i Renoir w Meksyku, „Kierunki”, 1962 r.
Hotele robotnicze były miejscem, gdzie przez pierwsze kilka tygodni robotnicy podejmowali decyzję o pozostaniu w Nowej Hucie lub powrocie na wieś. Uczyli się tutaj podstawowych zasad współistnienia w mieście. Był to swojego rodzaju przedsionek, mający przygotować ich do stworzenia dobrze funkcjonującego społeczeństwa. Początki były trudne, ale cóż, w końcu Nowej Huty nie wybudowały krasnoludki.

Źródła:
1. J. Lohmann, Kaszanka i Renoir w Meksyku, „Kierunki”, 1962
2. Nowohucka Kronika Filmowa wyd. 125
3. J. Sidorowicz, P. Hamarnik, Centrum Krakowa dla odważnych, "Gazeta Wyborcza"


Zdjęcia:
Baraki Meksyku to kadry Nowohuckiej Kroniki Filmowej.
Dom Kultury Budowlanych pochodzi ze strony.
Bar Meksyk – materiały własne.

niedziela, 13 stycznia 2013

Świńskie obyczaje w Piwnicy Świdnickiej

Ratusz, a właściwie zegar, który jest na nim umieszczony, służył mi zazwyczaj do sprawdzenia, ile wynosi moje spóźnienie na wykład, albo ćwiczenia w starej siedzibie IDIKS-u. W średniowieczu ratusz miał jeszcze inne, nieco ciekawsze funkcje. W jego podziemiach znajdowała się Piwnica Świdnicka, która została utworzona na wzór karczmy znajdującej się w ratuszu wrocławskim,(1) mieściła się w nieistniejących dziś podziemiach głównego korpusu ratusza.(2) Pierwsze wzmianki o niej pochodzą z 1331 r.(1)

Ratusz obecnie.
Rynek Główny w połowie XVII w.
W średniowiecznym Krakowie można było kupić różne rodzaje piwa: białe, lekkie, schayte, langwelle, czarne z jęczmienia czy marcowe. Najbardziej rozpowszechnione i najchętniej kupowane było piwo pszeniczne. Bardzo dużą popularnością w Piwnicy Świdnickiej cieszyło się również piwo śląskie ze Świdnicy, sprzedawane przez radę miejską. Obrót pieniężny karczmy w ratuszu był dość wysoki, czasem dochodził do 600 grzywien. 

Wejście do Ratusza od strony ul. Brackiej.
W lokalu musiało być bardzo wesoło. Ordynacja z 1717 r. nazywa to miejsce: spelunca latronum, officinae scelerum, czyli jaskinią zbójców i warsztatami zbrodni. Piwnica Świdnicka cieszyła się złą sławą, mieszkańcy Krakowa nazywali ją również piwnicą świńską.(3) W karczmie przesiadywały głównie szumowiny miejskie, a barwne życie bywalców przyniosło jej kolejną potoczną nazwę: Indie.(2) Na odbywające się tu zabawy i rozpustę żalił się w tekstach również Frycz Modrzewski:

Rocznik Krakowski T. 8, 1906 r.
Dodatkowego smaczku biesiadom w Piwnicy Świdnickiej dodawało makabryczne przeznaczenie sąsiednich pomieszczeń. Piwnica oddzielona była jedynie murem od lochu więziennego Dorotka, do którego wtrącano osoby podejrzane o najcięższe przestępstwa. Z lochami sąsiadowało miejsce tortur, zwane w tych czasach tortornią. Lżejsze więzienie, tzw. kabaty dla niewypłacalnych dłużników, zostało wzniesione w połowie XVI w. i znajdowało się przy ogrodzeniu.(4) 

Plan podziemi: po lewej stronie kabaty i Dorotka, po prawej Piwnica Świdnicka.
Fantazja średniowieczna w krakowskiej tortorni ratusza nie znała granic: złoczyńcom lano w gardło wodę, ocet, wrzący olej, smarowano ciało siarką, gorącą smołą, na brzuch kładziono myszy, szerszenie i jadowite robaki, które nakrywano bańką, by nie mogły uciec. Na nogach złoczyńcy rozprowadzano słoną wodę, przywiązywano go do ławy, a potem przyprowadzano kozę, która zjadała z jego ciała sól albo lizała pięty. W ratuszu znajdowały się, m.in. buty hiszpańskie z gwoździem, czapka pomorska do śrubowania głowy, śrubnice do gniecenia nóg i palców, wiesznik do wyrywania członków ze stawów i sznurówki kolczaste.(1) Później wszystkie te narzędzia nie były już potrzebne i zostały wykupione przez Jana Matejkę. Obecnie można zobaczyć je w domu przy ul. Floriańskiej 41.

fot. Piotr Cholewa
W pierwszych latach średniowiecza urząd kata był uważany za honorowy i sprawowali go tylko kapłani, a później szanowane osoby np. ławnicy miejscy. Później społeczeństwo postrzegało kata jako człowieka bez czci. W XVI w. urzędem tym powszechnie gardzono, a dla odróżnienia od reszty mieszkańców kat nosił na rękawie kawałki czerwonego, białego lub zielonego sukna. Miał także obowiązek łapać psy, czyścić kloaki miejskie i zamiatać ulice.(1) 

W byłą Piwnicę Świdnicką tchnięto nowe życie w 1958 r. W lipcu utworzono tutaj Kawiarnię Ratuszową, która niestety od początku nie miała dobrej passy.(5) Miesiąc po otwarciu przy jednym stoliku cyjankiem potasu otruł się 19-latek, problemem było również źle działające ogrzewanie i wentylacja. Tradycja Piwnicy Świdnickiej została zachowana, ponieważ Ratuszową umiłowała sobie tzw. trudna młodzież, która dewastowała pomieszczenie, co doprowadzało do częstych interwencji milicji.(5)

Historyk Krzysztof Jakubowski przyznaje, że zgoda dla działającej w ewidentnie niehigienicznych warunkach Ratuszowej była swoistym fenomenem.(5) W latach 60. młodzi ludzie ze względu na przeludnienie mieszkań chętnie przesiadywali w krakowskich kawiarniach. A ponieważ było ich w mieście tylko około dwudziestu, Ratuszowa stanowiła jedną z niewielu alternatyw.  

Restauracja Ratuszowa w podziemiach ratusza.
Obecnie w piwnicach działa Restauracja Ratuszowa oraz Scena Pod Ratuszem Teatru Ludowego.

Źródła:
1. Rocznik Krakowski, T. 8, 1906 r.
2. S. Salmonowicz, J. Szwaja, S.Waltoś Pitaval krakowski  

3. Strona MHK
4. L. Ludwikowski, Wieża Ratuszowa w Krakowie
5. K. Jakubowski Kawa i ciastko o każdej porze

Zdjęcia:
Materiały własne.
Zdjęcie rynku w połowie XVII w. pochodzi ze strony: www.majtra.blogspot.com
Plan podziemi pochodzi z Rocznika Krakowskiego, T.8, 1906 r.

sobota, 5 stycznia 2013

Żydzi w powojennym Krakowie – dramatyczne konsekwencje plotki

W 1945 r. krakowska dzielnica Kazimierz była zamieszkiwana przez margines społeczny – prostytutki, biedotę i mieszkańców o wątpliwej reputacji.(1) Mimo że wojna już się zakończyła, miasto wciąż było niespokojne. Z dnia na dzień nasilały się także nastroje antyżydowskie. Hitlerowska propaganda zostawiła trwały ślad w pamięci Polaków. Wielu z nich nadal wierzyło w obraz demonicznego Żyda, który ukrzyżował Chrystusa, ma haczykowaty nos i czeka za rogiem, by zabrać oszczędności życia.

W powojennym Krakowie coraz częściej można było usłyszeć plotkę o rytualnych mordach, których pod osłoną nocy mieli dokonywać Żydzi. W 1945 r. wśród mieszkańców królowała pogłoska o tym, że na ul. Szerokiej w dzielnicy Kazimierz znaleziono zwłoki trzynaściorga dzieci chrześcijańskich. 

ul. Szeroka na Kazimierzu
Funkcjonował także mit Żydów wysysających krew z porwanych dzieci lub zjadających je w całości. Po pewnym czasie plotki zaczęły żyć własnym życiem. Pod Synagogą Kupa w czasie piątkowych modlitw gromadził się tłum chuliganów, którzy obrzucali świątynię kamieniami i butelkami.  Niszczyli dach, rozbijali szyby w oknach. Atakom towarzyszyły obelgi i wyzwiska, a także próby wtargnięcia do synagogi. Rabin prowadzący modlitwy przy ołtarzu dwukrotnie został trafiony kamieniem.(4)
Synagoga Kupa, widok od strony ul. Miodowej

11 sierpnia 1945 r. niespokojne nastroje przerodziły się w jawną agresję. Przed głównym wejściem do Synagogi Kupa zgromadziło się około 60 osób. Kiedy wandale znowu zaczęli obrzucać świątynie kamieniami i wykrzykiwać obelgi, jeden z uczestniczących w nabożeństwie Żydów wybiegł z synagogi i złapał kilkunastoletniego harcerza – Antoniego Nijakiego, by go uciszyć. Nastolatkowi udało się wyrwać, zaczął uciekać i krzyczeć: Ludzie ratujcie, chcą mnie mordować!.(4) Teraz cały zgromadzony tłum nie miał już żadnych wątpliwości – Żydzi mordują niewinne dzieci.

Tak opisywał całe zajście w liście jeden z mieszkańców Kazimierza:

Od jakiegoś czasu ginęły dzieci aż 11.8 wyrwał się z rąk żydów 14-letni chłopiec, który miał podcięte żyły u ręki. Żydzi spuszczali krew z rąk i nóg katolickim dzieciom i na co? Teraz wykryło się, że to jest święta prawda. Ludność rzuciła się i zdemolowała synagogę a na żydach spotkanych na ulicy robili samosądy.(6)

Plotka natychmiast rozeszła się po mieście. Tego samego dnia, 11 sierpnia 1945 r., liczba osób pod Synagogą Kupa zaczęła nagle gęstnieć, zgromadzeni krzyczeli: Bij Żydów!. Rozpoczął się pogrom krakowski. Jeden ze świadków zdarzenia wspomina, jak chodził z wojskowymi po mieszkaniach i wygrażał rewolwerem Żydom:

Wy stare kurwy, jak was Hitler nie potrafił wykończyć, to my was wszystkich wykończymy. Na polskiej ziemi jesteście i mordujecie jeszcze polskie dzieci. My wam wszystkim damy radę.(4)

W czasie pogromu krakowskiego splądrowano kilkanaście mieszkań, zaatakowano kobiety i dzieci. Wśród ciężko pobitych osób znajdowali się również Polacy, których motłoch wziął za Żydów. Po południu tłum wtargnął do Synagogi Kupa. Zdemolował wnętrze, z wyniesionych rodałów ułożono stos, który następnie podpalono.(3) 

Jedną z pobitych osób była 15-letnia Hania Zajdman, którą wraz innymi pięcioma poszkodowanymi, przywieziono do szpitala im. Św. Łazarza (od 1999 r. Szpital Uniwersytecki w Krakowie) na ul. Kopernika. Dziewczynka tak wspomina tamto zajście:

W karetce pogotowia słyszałam uwagi sanitariusza i żołnierza eskortującego, którzy wyrażali się o nas jako o żydowskich ścierwach, które muszą ratować, że nie powinni tego robić, żeśmy dzieci pomordowali, że trzeba by nas wszystkich powystrzelać. Po operacji żołnierz trzymał nas pod odbezpieczonym karabinem i nie pozwolił napić się wody. Po chwili przyszli dwaj kolejarze, z których jeden powiedział: "To skandal, żeby Polak nie miał odwagi cywilnej uderzyć bezbronnego człowieka", i uderzył rannego Żyda. Jeden ze szpitalnych chorych uderzył mnie szczudłem.(5) 

Szpital św. Łazarza na ul. Kopernika (obecnie Szpital Uniwersytecki).
Pozostała nazwa szpitala nad wejściem.
Wśród zaatakowanych osób była 56-letnia Róża Berger, która wróciła do rodzinnego Krakowa po wyzwoleniu z obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau. 11 sierpnia 1945 r. kobieta zginęła od kuli, która przeszła przez drzwi. Jest to jedyna potwierdzona ofiara śmiertelna pogromu w Krakowie.(4) Zapis z tych wydarzeń można znaleźć w archiwum krakowskiego Zakładu Medycyny Sądowej: 

Śmierć Róży Berger – materiały Zakładu Medycyny Sądowej w Krakowie.
Sekcja zwłok Róży Berger, oprócz rany postrzałowej, wykazała wiele ran pochodzących od uderzeń rozbitego strzałem zamka:(2)

Rany odniesione przez Różę Berger.
Ataki uspokoiły się dopiero wieczorem, kiedy interwencję podjęło kilkuset milicjantów, oficerów UB i żołnierzy KBW.  Tłum został rozpędzony, zatrzymano także blisko 150 napastników (w tym 40 milicjantów, którzy również prowokowali całe zajście).(3) O tym wydarzeniu można również przeczytać w Dzienniku Polskim z 13 sierpnia 1945 r.:
Dziennik Polski, 13.08.1945 r.
Autor uważa, że nastroje antyżydowskie, które przyczyniły się do wydarzeń z 11 sierpnia 1945 r. to bezmyślne karmienie się trucizną hitlerowską. Ponieważ argumenty ludnościowe, ekonomiczne czy polityczne były za mało przekonywujące – wskrzeszono  średniowieczne zabobony o mordach rytualnych.

Źródła: 
1.    A. Chwalba, Kraków w latach 1945-1989, Dzieje Krakowa t. VI
2.    T. Konopka, K. Woźniak Śmierć w Krakowie. Historia miasta pisana protokołami sekcyjnymi
3.    P. Osęka Tłum krzyczał: Bij Żydów Gazeta Wyborcza, 20.08.2005 r.
4.    A Cichopek, Pogrom Żydów w Krakowie 11 sierpnia 1945 r.
5.    J. Gross Strach 

6.    J. Tokarska-Bakir Figura Krwiopijcy w dyskursie religijnym, narodowy i lewicowym Polski roku1945/1946

Zdjecia: materiały własne.
Zdjęcia ran odniesionych przez Różę Berger:www.forensic-medicine.pl