Profil na Facebooku

czwartek, 29 listopada 2012

Robotnicza Nowa Huta karą dla inteligenckiego Krakowa? Mit czy prawda?

Od lat funkcjonuje mit mówiący o tym, że Nowa Huta miała być karą wymierzoną przez władzę w inteligencki Kraków. Mieszkańcy postrzegali nową dzielnicę jako zemstę rządzących za brak poparcia w czasie referendum w 1946 r. Niektórzy uważają, że niechęć krakusów wzrastała wraz z ilością wytapianej stali, a wyziewy z kominów niekorzystnie wpływały na stan krakowskich zabytków. (1)

Nowa Huta jest bardzo osobliwą dzielnicą. W niektórych mieszkaniach wybudowanych na samym początku do dzisiaj znajdują się specjalne wywietrzniki. Kiedy jeszcze lodówki nie były powszechnie używanym sprzętem domowym, w kuchniach wykuwano specjalne wywietrzniki, które przechodziły na wylot przez ścianę, doprowadzając do szafki pod parapetem chłodne powietrze. Dzisiaj wydaje się to rozwiązaniem prehistorycznym, wtedy – świetnie sprawdzało się jako miejsce, w którym przechowywano żywność.


Wywietrznik (materiały własne)

Na początku warto zaznaczyć, że rozwój Nowej Huty uchronił centrum Krakowa przed ingerencją władzy i wprowadzeniem socrealistycznych zmian w architekturze. Z drugiej jednak strony, budowa kombinatu całkowicie zdeterminowała rozwój życia kulturalnego i gospodarczego w Krakowie. Środki finansowe zostały drastycznie ograniczone, a fala przyjezdnych, którzy szukali pracy przy budowie nowej dzielnicy, spowodowała zagęszczenie mieszkań w centrum miasta. Tylko część imigrantów mogła pomieścić się w pospiesznie wznoszonych budynkach mieszkalnych w Nowej Hucie. (2)

Byli dyrektorzy dementują mit Nowej Huty jako kary wymierzonej w inteligencki Kraków. Jerzy Folfasiński zaprzecza, że budowa nowej dzielnicy stanowiła prztyczek dla Krakowa za niskie poparcie partii PZPR w wyborach: Mogiłę zaproponował inżynier Zybin z moskiewskiego GIPROMEZ-u. Byłem jego tłumaczem i wiem, co nim kierowało. Był zauroczony Krakowem i jego kulturalną aurą. Nie fetyszyzujmy powodów  politycznych. Hutę Cornigliano zbudowano w samej uniwersyteckiej Genui, grubo starszej niż Kraków. (3)

Nie potwierdzają również opinii, która głosiła, że przyczyną wybudowania szerokich ulic w Nowej Hucie była chęć pozostawienia dużej ilości miejsca dla czołgów mających rozpędzać antyrządowe manifestacje. (3)

Plan Nowej Huty (materiały własne)
Dlaczego więc Nowa Huta została najmłodszą siostrą Krakowa? Podczas podejmowania decyzji o umiejscowieniu głównej inwestycji Planu 6-letniego pod uwagę brano trzy lokalizacje: teren między Gliwicami i Pyskowicami, teren znajdujący się nieopodal Skawiny oraz teren w okolicy Kopca Wandy. 

1 i 2 lutego  1949 roku rozpoczęto działania badawcze na terenach położonych na wschód od Krakowa. Decyzja o budowie Nowej Huty w sąsiedztwie miasta zapadła 24 lutego, w tym samym roku rozpoczęto proces wywłaszczenia majątków ziemskich osób zamieszkałych na tych ziemiach. (4) W opinii o tej lokalizacji zwracano uwagę na korzystny układ terenu, który jest bogaty w materiały budowlane, bliskość Wisły i centrum miasta, kształt powierzchni, wytrzymałość gruntu, optymalny poziom wód gruntowych oraz możliwość przyłączenia huty do trzech magistrali kolejowych (wschodniej, zachodniej i północnej). (5) 

Henryk Makarewicz, Orka na tle kombinatu metalurgicznego Huty im. W. I. Lenina, 1965 r.
 
Lokalizacja Nowej Huty na wschodnich ziemiach Krakowa spełniała także inne, nie mniej istotne warunki. Jednym z nich była kwestia odpowiednio zachowanej infrastruktury w mieście. Kraków w czasie II wojny światowej nie uległ tak dotkliwym zniszczeniom jak wiele polskich miast, dzięki czemu środki, które miały posłużyć odbudowie, mogły zostać przeznaczone na inne cele. Kraków miał stać się swoistą bazą noclegową dla przyjeżdżających do Huty robotników. W mieście znajdowały się również dwie uczelnie techniczne, które mogły zapewnić rozwój i odpowiednie wykształcenie. 

Józef Stalin był orędownikiem proporcjonalnego rozmieszczenia przemysłu w państwie. W Polsce należało więc postawić przeciwwagę wobec silnie uprzemysłowionego rejonu Górnego Śląska.(6) Kraków nie był uznawany za mekkę przemysłu, stanowił jedynie punkt przesiadkowy dla osób szukających zatrudnienia, docelowo zmierzających w stronę Hamburga czy też innych zachodnich miast. Niewielki stopień urbanizacji, wysokie przeludnienie zarówno samego centrum miasta, jak i okolicznych miejscowości, chęć aktywizacji mieszkańców i przyspieszenie wzrostu czynnika miastotwórczego, to kolejne z  czynników świadczących na korzyść lokalizacji kombinatu w rejonie krakowskim. 

Z usytuowania Nowej Huty niedaleko Skawiny zrezygnowano po przeprowadzeniu badań, które wykazały, że 85% wiatrów w tym rejonie to wiatry zachodnie, co wiązałoby się z zadymieniem centrum Krakowa.(7) Dlatego też wybrano wschodnią lokalizację, przez co narażona na zanieczyszczenie była głównie Puszcza Niepołomicka i tereny na wschód od Wisły.  Zlokalizowanie Nowej Huty na terenach lessowych przyczyniło się do kilkuletniego zatopienia placu budowy w morzu błota.  Prawdą jest więc stwierdzenie, że Nowa Huta została zlokalizowana na najżyźniejszych krakowskich glebach.

www.krakow.travel.pl

Źródła:
1. E.Wilk, Państwu już dziękujemy, „Polityka”, 1999
2. K. Sowa, Nowa Huta jako społeczne i gospodarcze uprzedmiotowienie nowego ustroju
3. R. Niemiec, Dyrektoriat, „Polityka”, 2010
4. J. Salwiński, Obszar historyczny Nowej Huty
5. J. Purchla, Nowa Huta jako problem badawczy
6. J. Mikułowski Pomorski, U genezy powołania nowego miasta. Między pogłoską a dedukcją.
7. J. Olszowski, Działalność organizacji społeczno-politycznych

czwartek, 22 listopada 2012

Krakowski Kuba Rozpruwacz pachnący luksusem

Przyszedł na świat sto lat temu. Nazywany krakowskim Kubą Rozpruwaczem, przed długi czas pozostawał bezkarny. Seryjny morderca Władysław Mazurkiewicz pachniał drogimi perfumami i luksusem. Był dobrze znany w krakowskim, powojennym środowisku inteligentów. Uchodził za zamożnego i szarmanckiego człowieka z wyższych sfer. Wobec dam zachowywał się jak prawdziwy gentleman. Bardzo często udawał się na spotkania karciane w budynku przy skrzyżowaniu ul. Poselskiej i ul. Grodzkiej. Mordował z zimną krwią, ale bał się spojrzeć swoim ofiarom w oczy.


Sprawa rozpoczęła się od wizyty Stanisława Ł. w jednym z warszawskich szpitali. Znajomy Władysława Mazurkiewicza skarżył się na bóle głowy nieznanego pochodzenia. Lekarze zdecydowali się na wykonanie prześwietlenia, ku ich zdumieniu w potylicy Stanisława Ł. tkwiło jakieś obce ciało, a dokładniej pocisk pistoletowy kaliber 635. Pacjent był nie mniej zaskoczony niż lekarze, ponieważ nie przypominał sobie, by sam próbował pozbawić się życia lub by próbował zrobić to ktoś inny. 

Dopiero po wyjęciu pocisku Stanisław zaczął kojarzyć fakty – kilka dni wcześniej przyjechał do Krakowa, by wraz ze swoim znajomym Władysławem dokonać nie do końca legalnej transakcji. Pojechali razem do Zakopanego, a w drodze powrotnej Stanisława obudził głośny huk. Jego towarzysz drogi tłumaczył to wybuchem petardy tzw. „żabki”, którą rzucił, by nastraszyć Stanisława. Jednak Stanisław po wizycie w szpitalu domyślił się, że kolega mija się z prawdą. Zgłosił go jako głównego podejrzanego.

Rutynowo zlecono przeszukanie mieszkania przy ul. Biskupiej jak i garażu, który Mazurkiewicz wynajmował przy ul. Marchlewskiego (obecnie ul. Beliny-Prażmowskiego). Garaż był tak obszerny, że oprócz samochodu znalazło się tam miejsce na kącik dla gości. Milicjanci dokładnie przeszukali samochód, zwrócili także uwagę na fragment betonowej podłogi garażu, która miała nieco inny odcień niż pozostała część. Kiedy rozkuto to miejsce, oczom milicjantów ukazał się przerażający widok – rozkładające się zwłoki dwóch kobiet. 


Na podstawie biżuterii oraz kluczy, które przy nich znaleziono udało się zidentyfikować ofiary. Okazały się nimi siostry de Lereux, zamożne sąsiadki Mazurkiewicza, które zaginęły pół roku temu. W Krakowie zawrzało. Szybko zaczęto zastanawiać się, czy majątek Mazurkiewicza jest wynikiem jego talentu do prowadzenia interesów, czy może został zdobyty w inny, makabryczny sposób. 

Mazurkiewicz przyznał się do winy. Przed morderstwem spieniężył kosztowności zostawione mu przez jedną z sióstr, kiedy ona kategorycznie zażądała zwrotu pieniędzy, zaprosił ją do garażu na herbatkę. Poprosił, by pomogła mu odpalić auto, ponieważ rzekome kosztowności miały znajdować się w schowku pod samochodem. Jadwiga usiadła na miejscu kierowcy, a wtedy Mazurkiewicz strzelił jej w tył głowy. Tak samo zamordował drugą siostrę. Szybko okazało się, że z otoczenia Mazurkiewicza bez śladu zniknęło dużo więcej zamożnych osób.

Okazało się również, że Mazurkiewicz bardzo wzbogacił się podczas likwidacji żydowskiego getta w Krakowie, podejrzewano go o bycie konfidentem gestapo. Pierwszego morderstwa dokonał w 1943 r. Do bułki z szynką swojego znajomego dorzucił cyjanku. Był tam jeszcze jeden znajomy Mazurkiewicza – Tadeusz B., który również został poczęstowany bułką doprawioną cyjankiem.

Tadeusz miał wrażenie, że wypiek w dziwny sposób pachnie migdałami i tylko dlatego go nie zjadł. Co ciekawe, zapach gorzkich migdałów, powszechnie uznawany za typowy objaw zatrucia cyjankami, wyczuwalny jest zaledwie przez 40% do 60% populacji. Jest to cecha uwarunkowana genetycznie, także Tadeusz B. mógł podziękować swoim genom za uratowanie życia. 

Dziennik Polski, 29.01.1957 r.
Mazurkiewiczowi udowodniono popełnienie 30 zbrodni. Skazano go na wyrok śmierci przez powieszenie 29 stycznia 1957 roku w krakowskim więzieniu przy ulicy Montelupich. Morderca-gentleman nie omieszkał zadbać o to, by jego legenda miała odpowiednio barwne zakończenie. Zapytany o ostatnie słowa miał powiedzieć: Do widzenia, panowie! Niedługo spotkamy się tam wszyscy!

Źródło:
Wpis powstał na podstawie programu Discovery: Seryjni mordercy: Władysław Mazurkiewicz

wtorek, 20 listopada 2012

Mroczne tajemnice Smoczej Jamy, czyli prostytucja w dawnym Krakowie

Krakowska Smocza Jama, czyli miejsce, do którego teraz chętnie w niedzielne, słoneczne popołudnia zaglądają rodziny z małymi dziećmi, skrywa nieco bardziej mroczną tajemnicę. Smocza Jama była najbardziej znanym, nie tylko w Polsce, ale i na świecie, domem publicznym. Obecnie trudno jest jednoznacznie rozstrzygnąć, ale wiele wskazuje na to, że Smocza Jama nie była jedyną jaskinią na Wzgórzu Wawelskim. Smoczych Jam było podobno więcej, a w wielu z nich znajdowały się tanie mordownie i domy publiczne niskiej jakości.

Największa z Jam, która przetrwała do naszych czasów, była lokalem najwyższej klasy. Słynęła nie tylko z jakości serwowanego tu piwa, ale również z nieco mniej chlubnych przyjemności. Podobno nocami incognito zakradali się tu: Zygmunt August, Stefan Batory i znany ze swojego biseksualizmu – Henryk Walezy. Mniej rozrywkowy okazał się dopiero Zygmunt Waza, któremu tak bardzo przeszkadzały pijackie krzyki i burdy, że kazał zasypać wszystkie jamy ziemią i pozostawić tylko tę największą, która przetrwała do dziś, choć w nieco mniej rozrywkowej formie.

Smocza jama (mat. własne)

Jeden z najbardziej znanych i nielegalnych domów schadzek znajdował się także przy ul. Jagiellońskiej 8, przykrywką do jego prawdziwej działalności był handel wodą sodową. Teraz w tym miejscu znajduje się cocktail bar Kama.(3)

Coctail bar Kama (mat. własne)

Coctail bar Kama (mat. własne)

Prostytucja rozwijała się w Krakowie bardzo prężnie.W XIII w. Kościół wyznaczył określone dni, w czasie których małżonkowie mogli współżyć. Równocześnie wierni żyjący w konkubinacie, czy też nieprzestrzegający kościelnego kalendarza, mieli obowiązek raz do roku spowiadać się z tego grzechu. Żonatego mężczyznę oraz zamężną kobietę przyłapanych na cudzołóstwie, spotykał ciężki los. Mężczyznę ścinano, a kobieta była chłostana. W wypadku bezżennych – biednych chłostano, na bogatszych nakładano kary finansowe.(8)

Inaczej sprawa przedstawiała się w wypadku nakrycia żonatego mężczyzny z prostytutką. Zgodnie z prawem, prostytutka nie mogła wnosić oskarżenia do sądu. Mogła natomiast zostać wygnana z miasta po wcześniejszym wymierzeniu jej kary cielesnej przy miejskim pręgierzu. Przypadki wydawania dekretów o wypędzeniu prostytutek z miasta były dość częste. Chodziło przede wszystkim o szerzące się choroby weneryczne. Jeden z takich dekretów został wydany w 1398 r. w Krakowie, z powodu panującej epidemii. Uchwalono wypędzenie prostytutek z 3 krakowskich domów publicznych i prawdopodobnie takie dekrety w średniowiecznym Krakowie wydawano przy każdym wybuchu takiej epidemii, czyli średnio co 10 lat.(7)

Klientami prostytutek byli przedstawiciele wszystkich grup społecznych – od rzemieślników, przez duchownych, aż po władców. Osoby mało religijne, chętnie powtarzały francuską historię o stworzeniu świata. Bóg zadbał o to, by każdy z trzech stanów czerpał dochody z określonych segmentów: rycerze dostali posiadłości ziemskie, duchowni dziesięcinę, a chłopi ziemie. Kiedy Bóg dokonał tego podziału, ludzie marginesu zaczęli również dopominać się i dopraszać o jakieś źródło dochodu. Bóg więc przydzielił włóczęgów rycerzom, a prostytutki duchownym. I kiedy rycerze często zapominali o opiece nad włóczęgami, kler dbał, by jego podopiecznym nic nie zabrakło. Tę historyjkę może potwierdzać fakt, że na Sobór w Konstancji w 1414 r. według historycznych przekazów przyjechało aż 718 prostytutek.(7)

CDN... ;)

ps. Bardzo dziękuję wszystkim użytkownikom Wykop.pl, którzy tak licznie odwiedzili mojego bloga. W jeden dzień pojawiło się 25 tys. odsłon, jestem bardzo mile zaskoczona i mam nadzieję, że zostaniecie u mnie dłużej :)

Tekst pisany był na podstawie informacji znalezionych w następujących źródłach:

1. "Smocza Jama - przewodnik legendy kalendarium" Elżbieta M. Firlet
2. "Zwiedzamy Kraków w trzy dni" Michał Rożek
3. "Hultaje, złoczyńcy, wszetecznice w dawnym Krakowie" Michał Rożek, ks. Jan Kracik
4. "Potępieńcy średniowiecznej Europy" Szymon Wrzesiński
7. "Dziewki wszeteczne - zarys dziejów prostytucji w późnym średniowieczu" Marcin Tuleja www.historiaswiata.com.pl 
8. "Życie codzienne w średniowiecznym Krakowie" A. Jelicz
Wikipedia 
www.wawel.krakow.pl
www.gorskiewedrowki.blogspot.com

sobota, 17 listopada 2012

Morderstwo w księgarni Matras

U progu ubiegłego wieku cały parter kamienicy przy Rynku Głównym 23 zajmowała największa wtedy w Krakowie księgarnia Gebethner (obecnie księgarnia Matras). Jej długoletnim kierownikiem był zięć właściciela – Ferdynand Świszczowski. Codziennie po kolacji udawał się do firmy, aby sprawdzić kasy fiskalne i wydane rachunki. Zwykle zabierało mu to około godziny i przed godz. 21.00 wracał do domu na ul. Krupniczą 30, gdzie mieszkał wraz z żoną. Inaczej wydarzyło się 30 września 1913 r. Kiedy wskazówka zegara wybiła godz. 23.00, a Ferdynanda nadal nie było w domu, zaniepokojona małżonka postanowiła udać się wraz z służącą do księgarni, by sprawdzić czy wszystko w porządku.

www.firma.matras.pl
W nocnej ciszy rozległ się krzyk. Obok bocznego wejścia do księgarni w kałuży krwi leżał Świszczowski. Śmierć zadano poprzez uderzenie tępego narzędzia w głowę. Jego głowa okręcona była grubą liną, a usta zakneblowano. W kasie brakowało 8 tys. koron. Była to suma ogromna, przyzwoita pensja w tych czasach wynosiła 100–200 koron. Alarm policyjny ogłoszony natychmiast po morderstwie nie przyniósł rezultatów.

 

Prawdopodobnie po raz pierwszy policja postanowiła użyć psa tropiącego, który przybył z Morawskiej Ostrawy. Doberman Prinz miał jednak trudne zadanie. Policja nie potrafiła zapewnić odpowiednich warunków, pies pracował otoczony tłumem gapiów i choć podjął trop, to wśród ogólnego zgiełku, zgubił go już na ul. Wiślnej.

Do wykrycia sprawców przyczynilo się starannie prowadzone śledztwo, które objęło także byłych pracowników firmy. Po kilku dniach na policję zgłosił sie Jan Gondula, były pracownik Gebethnera, zwolniony za kradzieże. Wraz z kolegą Janem Świerczyńskim, postanowił swoimi zeznaniami pomieszać szyki śledczym, ale nie uchroniło ich to przed wykryciem. Ich zeznania pomogły aresztować pozostałych czterech sprawców. 

W procesie, który toczył się w 1914 r. Godulę i Świerczyńskiego uznano za winnych uczestnictwa. Jednak zwolniono ich od kary, biorąc pod uwagę tymczasowy areszt i zeznania pomocne w schwytaniu sprawców. Zabójcy: Kobrzyński i Gackiewicz zostali skazani na śmierć przez powieszenie, a stojący na czatach Krajewski na 12 lat więzienia. Trzeciego z zabójców, Jana Łyżwińskiego, przed karą śmierci uchronił tylko młody wiek (miał 19 lat), skazano go na 18 lat ciężkiego więzienia, z postem co miesiąc i ciemnicą w rocznicę zbrodni.

*Opracowane na podstawie tekstu Krzysztofa Jakubowskiego, publikacji w dzienniku Czas oraz Nowiny.

czwartek, 15 listopada 2012

Skąd wziął się negatywny obraz Nowej Huty?

Nowa Huta jest osobliwą dzielnicą, nie tylko ze względu na nietypowe okoliczności powstania czy swoją historię. Kraków ma w sobie pamięć książek, a Nowa Huta pamięć ludzi, którzy ją tworzyli. Budowana od podstaw, była swojego rodzaju manifestem, próbą stworzenia idealnego miasta. Ta kreacja rzeczywistości ma w sobie utopijną niedojrzałość – jest obrazem dążenia do wspólnego dobra i równocześnie obnażeniem wszelkich systemowych niedoskonałości.

Nowa Huta pełna kontrastów i sprzeczności musiała zmierzyć się z narzuconą jej wizją perfekcyjnej przyszłości. W trakcie procesu kształtowania własnej tożsamości najmłodsza dzielnica Krakowa fascynowała i intrygowała. Miejska przestrzeń powoli zapełniała się treścią ludzkich historii – dramatów i zwycięstw. Do tej pory w społeczeństwie funkcjonują liczne stereotypy na temat tej dzielnicy. W dzisiejszym tekście spróbuję przybliżyć źródło tych uprzedzeń.

Zdjęcie pochodzi z wystawy „Nowa Huta - najmłodsza siostra Krakowa”.

Mieszkańcy ubogich regionów w całej Polsce, przyjeżdżali do Nowej Huty zwabieni obietnicą lepszego jutra. Na miejscu często jednak okazywało się, że miastu daleko do sielankowości przedstawianej w propagandowych hasłach. Główną przyczyną spontanicznej migracji była chęć poprawy warunków życia, ale jako inne czynniki podaje się także chęć zerwania z rodzinnym środowiskiem oraz problematyczną sytuację prawną.

Duża rotacja ludności dodatkowo uniemożliwiała lepszą integrację mieszkańców, co przyczyniało się do problemów w powstawaniu więzi społecznych. Ludzie byli dla siebie obcy, nie znali się. Migracja mieszkańców sprawiała, że Nowa Huta nie była traktowana jak swoje miejsce, a obcy teren, z którym nie należy się identyfikować.

Według danych z 1954 r. około 35% mieszkańców przybyłych do Nowej Huty miało na swoim koncie prawomocne wyroki sądowe.(1) Miejscami o znacznie nasilonej patologii były przede wszystkim hotele robotnicze zamieszkiwane przez tysiące młodych ludzi. Kontrole tych prowizorycznych budynków mieszkalnych wykazały, że nie przestrzegano w nich podstawowych zasad higieny.(2)

Brakowało pralni i suszarni, na każdy korytarz przypadała tylko jedna kuchnia, co wiązało się z problemami w przygotowaniu posiłków. Mieszkańcy korzystali więc z własnych kuchenek elektrycznych, powodując tym samym przeciążenia sieci. Pościel wymieniano raz na kilka miesięcy, nie przestrzegano regulaminowych dwóch tygodni. Jeszcze rzadziej wymieniano słomę w siennikach, co doprowadzało do zarobaczenia pomieszczeń oraz wszawicy wśród mieszkańców.

Kolejną problematyczną kwestią był podział hoteli robotniczych na męskie i żeńskie. Mimo usytuowania tych drugich w pobliżu posterunków Milicji Obywatelskiej, często dochodziło do incydentów, w czasie których mężczyźni próbowali większymi grupami dostać się do hoteli kobiecych.(2)

Bezwzględna separacja płci obowiązywała także małżeństwa, które zmuszone były przez wiele lat zamieszkiwać w oddzielnych pokojach hotelowych. Komisja badająca w październiku 1955 r. sytuację w Nowej Hucie stwierdziła jaskrawe naruszenia moralności: Jest wiele faktów, że mężowie przychodzą odwiedzać swoje żony w hotelu, gdzie najintymniejsze współżycie odbywa się na oczach dzieci i współmieszkanek.(2) Brak poszanowania norm etycznych w hotelach robotniczych, przejawiał się także w powszechnym występowaniu zjawiska prostytucji.



Równie złe warunki panowały w stołówkach pracowniczych. Na porządku dziennym zdarzały się kradzieże sztućców i talerzy. Wydawanie posiłków utrudniały ogromne kolejki, w których ludzie ustawiali się po odbiór przysługujących im porcji. W wyjątkowo niekorzystnym świetle zostały przedstawione stołówki w Czyżynach w raporcie z 1950 r. przygotowanym przez ZMP: Brud i smród, które powoduje stojąca woda na podłodze w jadalni powstała na skutek pęknięcia rur i podskórnej wody nie uprzątana przez nikogo oraz istniejące różne komórki, które są używane jako ubikacje, powoduje to, że ochotnicy z brygad wolą jeść na zewnątrz budynku niż w jadalni.(2)  Pojawiały się także liczne głosy protestu okolicznych rolników, którzy narzekali na częste kradzieże owoców ze swoich sadów. Zjawiskiem powszechnym były nie tylko drobne kradzieże przedmiotów z hoteli robotniczych, ale także te duże, dokonywane w przedsiębiorstwach i kombinacie. 

Mimo tak negatywnego stanu rzeczy, media przedstawiały Nową Hutę w bardzo pozytywnym świetle. Ryszard Kapuściński w wieku osiemnastu lat był w Nowej Hucie razem z Wiktorem Woroszylskim, który odczytywał robotnikom swoje wiersze. To doświadczenie zaowocowało tekstem Poemat o Nowej Hucie napisanym przez Kapuścińskiego i opublikowanym w 1950 r. na łamach tygodnika Nowa Kultura. Tutaj zachwyt młodego reportera miesza się z fascynacją i podziwem dla rozmachu nowego przedsięwzięcia. Dlatego pięć lat później Kapuściński ponownie wybiera się do Nowej Huty, by odeprzeć zarzuty Adama Ważyka w Poemacie dla dorosłych. Przyjeżdża tu razem z Remigiuszem Szczęsnowiczem zajmującym się trudną młodzieżą w warszawskim domu kultury, który po latach wyznał, że w Hucie mówiono wtedy o noworodkach znajdowanych w dołach z wapnem.(3)

fot. Muzeum Historyczne Miasta Krakowa
W 1955 r. powstaje głośny tekst To też jest prawda o Nowej Hucie. Na publikację tego reportażu nie chce zgodzić się redaktor naczelna Sztandaru Młodych – Irena Tarłowska, jest przekonana, że cenzura nie zgodzi się na wydrukowanie tak krytycznego tekstu. Kolegium redakcyjne składające się z pozostałych dziennikarzy Sztandaru nalega na umieszczenie reportażu w najnowszym numerze gazety. Ryszard Kapuściński udaje się z tekstem do swojego znajomego – cenzora Mieczysława Adamczyka i przekonuje go takimi słowami: Jak mi zatrzymasz ten artykuł, do końca życia nie podam ci ręki.(3) Adamczyk zgadza się na publikację. Tarłowska resztkami instynktu samozachowawczego powstrzymuje młodszych kolegów przed postawieniem artykułu na pierwszej stronie – ląduje na drugiej, 30 września 1955 roku. Jest to pierwszy głośny artykuł Kapuścińskiego.(3) 

Publikacja doprowadziła do ogromnego niezadowolenia rządzących, ale równocześnie autor osiągnął swój cel, gdyż zmianie uległa ówczesna dyrekcja kombinatu.  Kapuścińskiego odznaczono Złotym Krzyżem Zasługi, jednak ta nagroda miała podwójne znaczenie. Z jednej strony – doceniono talent młodego dziennikarza, z drugiej natomiast – władza obawiała się nadmiernej spostrzegawczości Kapuścińskiego i jego wyczulenia na sprawy społeczne, dlatego w 1956 r. zaproponowano mu etat korespondenta zagranicznego i tym samym odsunięto go jak najdalej od spraw Polski.(4)

fot. Jacek Boroń (więcej zdjęć autora na blogu www.czar-fotografii.blogspot.com)
 W obrazie Huty, w jej wnętrzu są sprawy niepokojące i złe. Dużo jest tych spraw. Przyglądasz się im, zagłębiasz, dociekasz i oto gromadzi się sprzeciw. Wołasz: przypatrzcie się uważniej Nowej Hucie, uważniej! To będzie pouczająca lekcja. Krzywd, draństwa, bezduszności, zakłamania. Ludzi pozostawionych samych sobie, ran przez nikogo nie leczonych. Taką Hutę także ujrzysz.(5) - Te słowa mają ogromny wydźwięk, są czymś nietypowym, ponieważ wcześniej nikt nie zdecydował się na tak radykalny osąd.

Ludzie byli karmieni hasłami propagandowymi i postrzegali nową dzielnicę Krakowa jako miejsce idealne, służące realizacji własnych marzeń. Nie było w nim miejsca na to, co opisuje w swoim reportażu Ryszard Kapuściński – czternastoletnią dziewczynkę, która zaraża chorobą weneryczną ośmiu chłopców (Kiedy z nią mówiliśmy, opowiadała o swoich wyczynach tak wulgarnie, że się zbierało na wymioty), matkę pozostawioną z niemowlęciem na deskach baraku z powodu braku zaświadczenia o pracy, małżeństw pozbawionych mieszkań.(5) 

Po latach milczenia Nowej Hucie zostaje zwrócona jej prawdziwa tożsamość, która porusza emocje jak struny. Kapuściński z rozmysłem oszpeca portret wyidealizowanej dzielnicy, by dyskretnie zaszyć się w podszewkę naszych wątpliwości. Nowa Huta widziana oczami autora jest żywa do granic możliwości, trzeba uważać, aby nie sparzyć się o hutniczy piec. Robotnicy siedzą w hotelach, nie czytają, bo nie są przyzwyczajeni, nie stać ich na alkohol, nie mają gdzie spędzać wolnego czasu, gdyż brakuje ośrodków kultury.

Znajdują się tutaj tylko dwa małe kina, puste świetlice, nie ma basenu ani boisk: Dla władzy człowiek jest tylko nieznaczącym elementem ogromnej machiny, która musi działać, by produkować i przynosić zysk. Wykształciliśmy normy moralności socjalistycznej w pracy. To wielka nasza zdobycz. Cóż jednak czynimy, żeby wykształcić takie normy poza pracą? Kogo ów chłopak obchodzi poza pracą? […] Przyszli ze wsi, przynieśli opłotkową moralność, która tu przestała obowiązywać. Ale nie daliśmy im wychowawcy, surowej opinii kolektywu, żywej ludzkiej tradycji.(5)

Źródła:
1. T. Goban-Klas, Młodzi robotnicy Nowej Huty jako odbiorcy i współtwórcy kultury.
2. D. Jarosz, Główne problemy społecznej Nowej Huty w I połowie lat pięćdziesiątych z perspektywy warszawskiego centrum władzy, w: Dziedzictwo kulturowe Nowej Huty w rozwoju obszaru strategicznego Kraków-wschód.
3.  A. Domosławski, Kapuściński non-fiction, Warszawa 2010, s.  116 - 120
4.  K. Wolny-Zmorzyński, O twórczości Ryszarda Kapuścińskiego. Próba interpretacji.
5. R. Kapuściński, To też jest prawda o Nowej Hucie.