Profil na Facebooku

czwartek, 6 grudnia 2012

Zmarznięte Mikołaje w gigantycznych kolejkach

Już na początku grudnia dzieci z niecierpliwością wyczekują przyjścia św. Mikołaja i prezentów, które ze sobą przyniesie. Mają nadzieję, że gęsto sypiący z nieba śnieg ułatwi Mikołajowi szybkie dotarcie na saniach. Po podwieczorku czekają już z nosem przylepionym do szyby, aż wreszcie się ściemni. Rok 1983 był dla krakowskich Mikołajów wyjątkowo trudny.

W mieście bardzo szybko zabrakło ładnych i niedrogich zabawek, dlatego należało szybko pomyśleć o słodkiej rekompensacie dla najmłodszych. Gigantyczne kolejki po łakocie ustawiły się m.in. przed sklepem Wawelu przy Rynku Głównym 33 oraz przed sklepem na rogu ul. Floriańskiej i Rynku. Mikołaje czekały, przytupując na mrozie, aż przyjdzie ich kolej i kupią swoim pociechom świąteczne słodkości.

Dziennik Polski, 6.12.1983 r.
Jedna z pierwszych filii Wawelu przy Rynku Głównym 47 otwarta w 1904 r. przez Adama Piaseckiego. (fot. Marcin Szala)

Sklep Wawel przy Rynku Głównym 33. (fot. www.wawel.com) 

Kupowano m.in. czekoladę "Marysieńkę", która była jedną z niewielu prawdziwych czekolad, w przeciwieństwie do wszechobecnych wyrobów czekoladopodobnych.

fot. Michał Janowski
Mniej smakowitym prezentem, który dzieci mogły otrzymać od św. Mikołaja była czekolada "Pani Twardowska", wyrób czekoladopodobny. Na jednym z forów znalazłam informację, że była to jedyna część paczki świątecznej, której nie dało się zjeść.

fot. Michał Janowski
Z kolei przed Świętami w 1958 r. największym powodzeniem w Wedlu cieszyły się kolorowe, zawijane karmelki i  czekolady, których sprzedawano około 150 kg dziennie.