Przejdź do głównej zawartości

Zagadkowe życzenia dla Adalberta Lezuraja, czyli jak wyprowadzić w pole cenzora

18 marca 1983 r. Ostatni dzień tygodnia, właśnie zaczynał się piątek. Mieszkańcom Krakowa w drodze do pracy towarzyszyła błoga myśl o zaczynającym się weekendzie. Sobotnie imieniny Józefa były dodatkową okazją do wypicia kieliszka (a może nawet kilkunastu) w gronie znajomych. W końcu jakoś trzeba było urozmaicić szary, marcowy obraz miasta u schyłku stanu wojennego.

Ewa Śledziewska, studentka Instytutu Chemii UJ, szła jak co dzień na swoją uczelnię. Przy wejściu powitał ją woźny, który zacierał z zadowoleniem ręce:

– Kupiłaś pani dziś Krakowską?
– Ja komunistycznej prasy nie czytam – odpowiedziała z wyrzutem.
– To żałuj pani! Ale numer!(1)

Woźny wyciągnął Gazetę Krakowską i zaczął odczytywać tekst, który ukazał się w cyklicznej rubryce Koncert Życzeń:

18.03.1983 r., Gazeta Krakowska

Na pierwszy rzut oka – zwykłe życzenia – skrywały drugie dno. Kilka linijek tekstu wywołało falę poruszenia wśród krakowian. O co chodziło? Adalbert to łaciński odpowiednik naszego Wojciecha. Lezuraj trzeba przeczytać od końca. Ul. Warszawska 12/13 jest aluzją do ogłoszenia stanu wojennego. Życzenia składa Mama, Polcia czyli Polska i Leszkowie, a więc Lech Wałęsa z dziećmi, czyli całą Solidarnością. Cenzorzy pobladli, gdy dowiedzieli się, co przeoczyli.

Gazeta Krakowska została masowo wykupiona z punktów sprzedaży. W Krakowie na ul. Warszawskiej zgromadził się tłum, by sprawdzić, czy nie mieszka tu Adalbert Lezuraj. Podobno na dworcu w Warszawie przyjezdnym z Krakowa płacono 100 zł za egzemplarz Krakowskiej. W Zakopanem pod kioskami ustawiały się kolejki.(1) 

W redakcji Gazety Krakowskiej wybuchła dzika awantura, o czym autorka całego zamieszania, studentka Ewa Śledziewska, napisała w konspiracyjnym piśmie Sygnały w artykule pt. Alarm w Gazecie Krakowskiej. Rubryka Koncert Życzeń wkrótce potem zniknęła z gazety.(1) Ale Kraków jeszcze przez długi czas żył tym wydarzeniem, tak niecodziennym w ówczesnych, trudnych czasach.

Inspiracją do zamieszczenia tego ogłoszenia był tekst, który ukazał się latem w 1940 r. w Gońcu Krakowskim. Po zwycięstwach wojsk hitlerowskich we Francji, na ostatniej stronie Gońca umieszczono drobne ogłoszenie:

Specjalista Władysław Sikorski garbuje skórę dzikich zwierząt. Specjalność: iberalesy. Kraków, Veit-Stoss Str. 34-1343 k.

Autorem dowcipu był emeryt Witold Skrzyniarz, były wice sekretarz zarządu miasta Krakowa. Hitlerowcy nie od razu zrozumieli sens ogłoszenia. Później przez długi czas szukali garbarza specjalizującego się w iberalesach, ale bez skutku. Dom przy ulicy Veit-Stoss 34, czyli Wita Stwosza 34 oczywiście nie istniał. (2)

Podobna sytuacja, wydarzyła się trzy lata później. Pod koniec stycznia 1943 r. na ostatniej stronie Ilustrowanego Kuriera Polskiego ukazał się wiersz podpisany przez osobę o pseudonimie Eugeniusz Kol. W rzeczywistości poetę podziemnego Krakowa, Eugeniusza Barda Kolanko, który działał w Szarych Szeregach. Pierwsze litery każdego wersu tworzyły następujące hasło:

 Polacy – Sikorski działa.(tekst w formie cyfrowej można przeczytać również tutaj)

Gestapo szalało. Niemcom udało się przechwycić większość numerów gazety w redakcji jeszcze przed dystrybucją, jednak niektóre egzemplarze zdążyły trafić do czytelników, którzy przekazywali je sobie z rąk do rąk.(2)

Żródła:

1. Strona Ewy Śledziewskiej (obecnie nie działa, wyszukana przez Archiwum Internetu).

2. Strona kedyw.info.  
3. Zdjęcie z Ilustrowanego Kuriera Codziennego znalezione na stronie Artbazaar.


ps. Chciałabym kolejny raz bardzo podziękować użytkownikom strony Wykop.pl oraz Joemonster.org za tak liczne odwiedzenie mojego bloga. Dzięki Wam pojawiło się 20 tys. unikatowych odsłon, tym samym blog widziało już prawie 50 tys. osób. Dziękuję i mam nadzieję, że jeszcze tu zaglądniecie :)

Popularne posty z tego bloga

Nóż wiszący w Sukiennicach

Kraków ma w sobie pamięć książek przykurzonych historią. Dzisiaj zetrzemy kurz z jednej z krakowskich legend, której nikłe echo można nadal usłyszeć (czy też dostrzec) w bocznym przejściu Sukiennic. Jeśli jesteście na Rynku, a spieszycie się na przystanek pod Bagatelą, albo wręcz odwrotnie – z ulicy Szewskiej chcecie dotrzeć pod Empik, żeby skrócić sobie drogę, przechodzicie zazwyczaj środkowym przejściem w Sukiennicach. Podnieście głowę do góry, a po prawej stronie w pierwszym przejściu (idąc od Empiku) zobaczycie przywieszony do sufitu żelazny nóż.

Skąd się tu wziął? Są trzy wytłumaczenia. Pierwsze, niezbyt emocjonujące, mówi o tym, że nóż był prawdopodobnie szpachlą, którą w urzędowej miarce wyrównywano towary sypkie np. kaszę lub mąkę.(5) Druga historia, nieco ciekawsza, łączy się ze znaną legendą o dwóch braciach budujących kościół Mariacki. Legenda mówi, że za czasów panowania Bolesława Wstydliwego (1243 – 1279 r.) postanowiono do korpusu kościoła dobudować dwie wieże. Mieli z…

Widok na Kraków z innej perspektywy

Kraków pojawiał się w wielu filmowych produkcjach. Wystarczy wspomnieć przykładowo Boże skrawki, do których robiono zdjęcia na krakowskim Zakrzówku, Anioła w Krakowie czy Listę Schindlera. Dzisiaj chciałabym pokazać, gdzie warto się wybrać, żeby zobaczyć Kraków z nieco innej perspektywy. Osobom, które widziały film Vinci, na pewno to miejsce wyda się znajome. Chodzi o balkon przylegający do mieszkania głównego bohatera Szerszenia, w którego wcielił się Borys Szyc.


Nie wiem, na ile to miejsce jest znane, ale stwierdziłam, że być może nie wszyscy o nim słyszeli. Balkon, z którego rozciąga się malownicza panorama na Kraków jest tak naprawdę tarasem restauracji U Romana, która znajduje się przy ul. Św. Tomasza 43. Restauracja mieści się w budynku Akademii Muzycznej i można do niej wejść w dowolnym dniu tygodnia. Taras czynny jest od poniedziałku do piątku od godz. 9-17, a osoby zapracowane mogą odwiedzić to miejsce w sobotę od godz. 9-15. Po wejściu do środka, należy wjechać windą na ost…

Krótka historia kości smoka wawelskiego

Ostatnio wszystkie media wieszczą apokalipsę. Ludzie drżą przed czarnym papieżem, a u Rosjan od uderzenia meteorytu zadrżała ziemia. Skoro wszyscy przewidują koniec świata, warto sprawdzić, jak ma się krakowski symbol, który też może mieć wpływ na wcześniejsze nadejście Sądu Ostatecznego. W tym celu należy udać się na Wawel.
Przy zachodnim wejściu do katedry wawelskiej wiszą kości, przez niektórych uznawane za szczątki smoka wawelskiego. Istnieje także legenda, mówiąca o tym, że kiedy kości spadną z łańcucha, nastąpi koniec świata. Można powiedzieć, że konserwator ma większą władzę niż historyczni rezydenci Wawelu. Kości wiszą tutaj od wczesnego średniowiecza (materiały źródłowe milczą na temat dokładnej daty).(1) Zostały najprawdopodobniej znalezione w Wiśle, obmyte z piachu i zawieszone jako talizman odstraszający siły nieczyste. Zgodnie ze średniowiecznymi przesądami miały chronić sferę sacrum wokół kościoła oraz odstraszać zło.



Uczeni, którzy żyli kilka wieków przed nami, nie def…