Profil na Facebooku

środa, 12 grudnia 2012

Zagadkowe życzenia dla Adalberta Lezuraja, czyli jak wyprowadzić w pole cenzora

18 marca 1983 r. Ostatni dzień tygodnia, właśnie zaczynał się piątek. Mieszkańcom Krakowa w drodze do pracy towarzyszyła błoga myśl o zaczynającym się weekendzie. Sobotnie imieniny Józefa były dodatkową okazją do wypicia kieliszka (a może nawet kilkunastu) w gronie znajomych. W końcu jakoś trzeba było urozmaicić szary, marcowy obraz miasta u schyłku stanu wojennego.

Ewa Śledziewska, studentka Instytutu Chemii UJ, szła jak co dzień na swoją uczelnię. Przy wejściu powitał ją woźny, który zacierał z zadowoleniem ręce:

– Kupiłaś pani dziś Krakowską?
– Ja komunistycznej prasy nie czytam – odpowiedziała z wyrzutem.
– To żałuj pani! Ale numer!(1)

Woźny wyciągnął Gazetę Krakowską i zaczął odczytywać tekst, który ukazał się w cyklicznej rubryce Koncert Życzeń:

18.03.1983 r., Gazeta Krakowska

Na pierwszy rzut oka – zwykłe życzenia – skrywały drugie dno. Kilka linijek tekstu wywołało falę poruszenia wśród krakowian. O co chodziło? Adalbert to łaciński odpowiednik naszego Wojciecha. Lezuraj trzeba przeczytać od końca. Ul. Warszawska 12/13 jest aluzją do ogłoszenia stanu wojennego. Życzenia składa Mama, Polcia czyli Polska i Leszkowie, a więc Lech Wałęsa z dziećmi, czyli całą Solidarnością. Cenzorzy pobladli, gdy dowiedzieli się, co przeoczyli.

Gazeta Krakowska została masowo wykupiona z punktów sprzedaży. W Krakowie na ul. Warszawskiej zgromadził się tłum, by sprawdzić, czy nie mieszka tu Adalbert Lezuraj. Podobno na dworcu w Warszawie przyjezdnym z Krakowa płacono 100 zł za egzemplarz Krakowskiej. W Zakopanem pod kioskami ustawiały się kolejki.(1) 

W redakcji Gazety Krakowskiej wybuchła dzika awantura, o czym autorka całego zamieszania, studentka Ewa Śledziewska, napisała w konspiracyjnym piśmie Sygnały w artykule pt. Alarm w Gazecie Krakowskiej. Rubryka Koncert Życzeń wkrótce potem zniknęła z gazety.(1) Ale Kraków jeszcze przez długi czas żył tym wydarzeniem, tak niecodziennym w ówczesnych, trudnych czasach.

Inspiracją do zamieszczenia tego ogłoszenia był tekst, który ukazał się latem w 1940 r. w Gońcu Krakowskim. Po zwycięstwach wojsk hitlerowskich we Francji, na ostatniej stronie Gońca umieszczono drobne ogłoszenie:

Specjalista Władysław Sikorski garbuje skórę dzikich zwierząt. Specjalność: iberalesy. Kraków, Veit-Stoss Str. 34-1343 k.

Autorem dowcipu był emeryt Witold Skrzyniarz, były wice sekretarz zarządu miasta Krakowa. Hitlerowcy nie od razu zrozumieli sens ogłoszenia. Później przez długi czas szukali garbarza specjalizującego się w iberalesach, ale bez skutku. Dom przy ulicy Veit-Stoss 34, czyli Wita Stwosza 34 oczywiście nie istniał. (2)

Podobna sytuacja, wydarzyła się trzy lata później. Pod koniec stycznia 1943 r. na ostatniej stronie Ilustrowanego Kuriera Polskiego ukazał się wiersz podpisany przez osobę o pseudonimie Eugeniusz Kol. W rzeczywistości poetę podziemnego Krakowa, Eugeniusza Barda Kolanko, który działał w Szarych Szeregach. Pierwsze litery każdego wersu tworzyły następujące hasło:

 Polacy – Sikorski działa.(tekst w formie cyfrowej można przeczytać również tutaj)

Gestapo szalało. Niemcom udało się przechwycić większość numerów gazety w redakcji jeszcze przed dystrybucją, jednak niektóre egzemplarze zdążyły trafić do czytelników, którzy przekazywali je sobie z rąk do rąk.(2)

Żródła:

1. Strona Ewy Śledziewskiej (obecnie nie działa, wyszukana przez Archiwum Internetu).

2. Strona kedyw.info.  
3. Zdjęcie z Ilustrowanego Kuriera Codziennego znalezione na stronie Artbazaar.


ps. Chciałabym kolejny raz bardzo podziękować użytkownikom strony Wykop.pl oraz Joemonster.org za tak liczne odwiedzenie mojego bloga. Dzięki Wam pojawiło się 20 tys. unikatowych odsłon, tym samym blog widziało już prawie 50 tys. osób. Dziękuję i mam nadzieję, że jeszcze tu zaglądniecie :)