Profil na Facebooku

sobota, 17 listopada 2012

Morderstwo w księgarni Matras

U progu ubiegłego wieku cały parter kamienicy przy Rynku Głównym 23 zajmowała największa wtedy w Krakowie księgarnia Gebethner (obecnie księgarnia Matras). Jej długoletnim kierownikiem był zięć właściciela – Ferdynand Świszczowski. Codziennie po kolacji udawał się do firmy, aby sprawdzić kasy fiskalne i wydane rachunki. Zwykle zabierało mu to około godziny i przed godz. 21.00 wracał do domu na ul. Krupniczą 30, gdzie mieszkał wraz z żoną. Inaczej wydarzyło się 30 września 1913 r. Kiedy wskazówka zegara wybiła godz. 23.00, a Ferdynanda nadal nie było w domu, zaniepokojona małżonka postanowiła udać się wraz z służącą do księgarni, by sprawdzić czy wszystko w porządku.

www.firma.matras.pl
W nocnej ciszy rozległ się krzyk. Obok bocznego wejścia do księgarni w kałuży krwi leżał Świszczowski. Śmierć zadano poprzez uderzenie tępego narzędzia w głowę. Jego głowa okręcona była grubą liną, a usta zakneblowano. W kasie brakowało 8 tys. koron. Była to suma ogromna, przyzwoita pensja w tych czasach wynosiła 100–200 koron. Alarm policyjny ogłoszony natychmiast po morderstwie nie przyniósł rezultatów.

 

Prawdopodobnie po raz pierwszy policja postanowiła użyć psa tropiącego, który przybył z Morawskiej Ostrawy. Doberman Prinz miał jednak trudne zadanie. Policja nie potrafiła zapewnić odpowiednich warunków, pies pracował otoczony tłumem gapiów i choć podjął trop, to wśród ogólnego zgiełku, zgubił go już na ul. Wiślnej.

Do wykrycia sprawców przyczynilo się starannie prowadzone śledztwo, które objęło także byłych pracowników firmy. Po kilku dniach na policję zgłosił sie Jan Gondula, były pracownik Gebethnera, zwolniony za kradzieże. Wraz z kolegą Janem Świerczyńskim, postanowił swoimi zeznaniami pomieszać szyki śledczym, ale nie uchroniło ich to przed wykryciem. Ich zeznania pomogły aresztować pozostałych czterech sprawców. 

W procesie, który toczył się w 1914 r. Godulę i Świerczyńskiego uznano za winnych uczestnictwa. Jednak zwolniono ich od kary, biorąc pod uwagę tymczasowy areszt i zeznania pomocne w schwytaniu sprawców. Zabójcy: Kobrzyński i Gackiewicz zostali skazani na śmierć przez powieszenie, a stojący na czatach Krajewski na 12 lat więzienia. Trzeciego z zabójców, Jana Łyżwińskiego, przed karą śmierci uchronił tylko młody wiek (miał 19 lat), skazano go na 18 lat ciężkiego więzienia, z postem co miesiąc i ciemnicą w rocznicę zbrodni.

*Opracowane na podstawie tekstu Krzysztofa Jakubowskiego, publikacji w dzienniku Czas oraz Nowiny.