Profil na Facebooku

niedziela, 14 grudnia 2014

Emerytowany czołg w Nowej Hucie

Przyjechał na zasłużoną emeryturę do Nowej Huty ponad 40 lat temu. Jej z kolei całkiem do twarzy z jego wojskową zielenią. Dzieci go uwielbiają, turyści chcą mieć z nim obowiązkowe zdjęcie i tylko jedna kwestia sprowadza czasem w tę stronę niechętne spojrzenia. Bo jakby nie patrzeć, w Nowej Hucie na os. Górali stoi czołg o takich samych inicjałach, jakimi podpisywał się radziecki wódz. Historia tak chciała, że czołg IS-2 nosi imię na cześć Józefa Stalina. A to nie wszystkim się podoba.    

Czołg w Nowej Hucie na os. Górali. (fot. własne)


Czołg IS-2 w Nowej Hucie. (fot. własne)

Jak to się stało, że czołg w 1969 r. trafił na os. Górali? Rok wcześniej powstało Muzeum Czynu Zbrojnego (wejście do niego znajduje się zaraz obok czołgu), którego główną misją było gromadzenie pamiątek i przedmiotów związanych z działalnością wojenną. Muzeum może pochwalić się zbiorami pochodzącymi przede wszystkim od pracowników huty. To właśnie oni zwrócili się z prośbą do Ministerstwa Obrony Narodowej o przekazanie czołgu kombatantom.(1) Właśnie tak IS-2 trafił 25 stycznia 1969 r. do Nowej Huty. Poniżej relacja Dziennika Polskiego z tego dnia.


Ustawienie czołgu na postumencie, 25 stycznia 1969 r., Dziennik Polski.

Nowohucki czołg ma bogatą historię pełną zasług na polu bitwy. W styczniu 1945 r. brał udział w walkach z hitlerowskimi dywizjami pancernymi pod Toporowem, Budziszynem i na terenie Czechosłowacji. Zniszczył 4 samochody pancerne nieprzyjaciela, 3 działa, 2 czołgi, a 1 uszkodził.  

Tabliczka znajdująca się na czołgu IS-2. (fot. własne)

Czołgi IS-2 były produkowane przez radziecki przemysł zbrojeniowy od 1943 r. Ich nazwa jednoznacznie wskazuje na pochodzenie, na to zwracali też uwagę przeciwnicy ustawienia czołgu w Nowej Hucie. Kilka lat temu IS-2 został oddany do modernizacji, wtedy odezwały się głosy sprzeciwu. Pojazd przez niektórych uznawany jest za symbol minionej epoki i jako relikt komunistyczny powinien być usunięty z przestrzeni publicznej. Tak o czołgu wypowiadał się dr Jerzy Bukowski (rzecznik organizacji POKiN, która protestowała przeciwko ustawieniu czołgu w Nowej Hucie):

Ciekawy jestem, czy jego obrońcy zachowywaliby się tak samo, gdyby gdzieś w Nowej Hucie uchował się pojazd pancerny o nazwie »Adolf Hitler«, i czy też twierdziliby, że to tylko niewinna pamiątka z przeszłości.(2)

Czołg na zdjęciach z lat 70. (fot. własne, zdjęcia dostępne w Muzeum Czynu Zbrojnego, które znajduje się obok czołgu).

Czołg na zdjęciach z lat 70. (fot. własne, zdjęcia dostępne w Muzeum Czynu Zbrojnego, które znajduje się obok czołgu).

Mimo protestów, czołg wrócił po remoncie na swoje miejsce. Jest jedną z ciekawszych atrakcji w Nowej Hucie, działa jak magnes na turystów, a i mieszkańcy dzielnicy zwracają uwagę na emocjonalne więzi. Sam czołg natomiast więzi w sobie historyczną pamięć. Jego obecność pokazuje, że nawet stare idee mogą znaleźć miejsce i nową funkcję we współczesnej przestrzeni.

Czołg na zdjęciach z lat 70. (fot. własne, zdjęcia dostępne w Muzeum Czynu Zbrojnego, które znajduje się obok czołgu).

Obok czołgu znajduje się Muzeum Czynu Zbrojnego, które bardzo polecam. Wejście jest darmowe, zwiedzający mogą natomiast wesprzeć je datkiem w dowolnej wysokości. W muzeum możecie zobaczyć wojenne pamiątki, w tym stare zdjęcia czołgu, oraz np. koktajl Mołotowa zachowany z czasów wojny, który służył do zwalczania pojazdów pancernych.

Koktajl Mołotowa używany do niszczenia czołgów.
Źródła:
1. Historyczny czołg po remoncie wrócił na swoje miejsce
2. Jest już konto, można wpłacać na czołg

wtorek, 11 listopada 2014

Nowohucki dowód wiary – kościół Arka Pana

Nowa Huta w zamierzeniu jej twórców miała byś miastem bez Boga, wzorem i bastionem komunistycznej wizji świata. Krzyże i kościoły były tylko zbędnym balastem, od którego władza chciała za wszelką cenę odciążyć mieszkańców Nowej Huty. Ale mieszkańcy najmłodszej, 100 tys. dzielnicy Krakowa, mieli zupełnie inne plany. Nic nie ułożyło się po myśli partyjnych dygnitarzy.

W latach 70. na brzegu Nowej Huty osiadł ogromny statek. Kościół Arka Pana to jedno z miejsc, które zawsze było i zawsze mijałam je z zaciekawieniem, choćby ze względu na niepowtarzalną architekturę. Ale nie tylko o architekturę chodzi, zawsze miałam przeczucie, że jest w tym kościele coś poruszającego. Teraz wiem, że intuicja mnie nie myliła. Kiedy czytałam dwie książki o Arce Pana – Gdy nadszedł czas budowy Arki ks. Józefa Gorzelanego i Arka Pana Mariana Kordaszewskiego – przecierałam oczy ze zdumienia, że z tym miejscem związanych jest tyle niewiarygodnych historii i naprawdę poruszających symboli. Ten wpis będzie bardziej opisem Arki od strony symbolicznej, niż historycznej, ze względu na wiele zawiłości, problemów przy budowie, postanowiłam skupić się na tym, co moim zdaniem najciekawsze.   

Kościół Arka Pana w Krakowie, arka w formie drewnianej łodzi spoczywa na konstrukcji (fot. własne)

Dach Arki Pana w trakcie budowy, widok z góry (fot. Gdy nadszedł czas budowy Arki ks. Józef Gorzelany)

Budowa kościoła przebiegała w bardzo trudnych warunkach i biorąc pod uwagę wszystkie przeszkody, właściwie trudno uwierzyć, że kościół w ogóle powstał. W czasie budowy Huty, przybywali do niej ciągle nowi mieszkańcy. Religia była głównym remedium na ich walkę z trudną codziennością, dlatego każdej niedzieli w małej kaplicy na terenie Bieńczyc gromadziły się tłumy. Dramatycznie kurczące się miejsce na rzecz przybywających wiernych, było przyczyną coraz częstszych rozważań na temat konieczności powstania nowego kościoła. O pozwolenie na budowę starał się m.in. Biskup Karol Wojtyła. W końcu uzyskano zgodę władzy i w 1957 r. na os. Teatralnym poświęcono plac pod budowę kościoła oraz umieszczono w tym miejscu krzyż (nazywano później Krzyżem Nowohuckim, była to pierwsza lokalizacja, na której miała powstać Arka Pana). Niestety, radość mieszkańców Nowej Huty nie trwała długo. W kolejnym roku bardzo pogorszyły się relacje na linii Kościół-państwo, usunięto religię ze szkół i masowo zdejmowano krzyże w klasach. W tym czasie prowadzono także akcję 1000 szkół na Tysiąclecie, władza postanowiła, że miejsce przeznaczone pod budowę kościoła zajmie nowa szkoła.

Władze nie poinformowały oficjalnie o cofnięciu pozwolenia na budowę, ale informacje docierały do nowohucian pocztą pantoflową. Ludzie byli już zniecierpliwieni długim oczekiwaniem, tym bardziej, że wyjątkowo surowa zima zmroziła cały Kraków, a wierni wciąż przychodzili na msze, które odbywały się pod gołym niebem. W połowie kwietnia wydano decyzję o usunięciu krzyża. Już na samym początku były problemy, aby znaleźć kogoś, kto podejmie się tego zadania. 27 kwietnia 1960 r. pod krzyżem zjawiło się 4 mężczyzn zionących wódką (2), którzy próbowali go wykopać. Mieszkańcy na to nie pozwolili – stojące najbliżej kobiety zaczęły odpychać mężczyzn, na co jeden z nich krzyknął:

– Do kawałka drzewa niepoświęconego się modlicie!

Jednak kobiety nie dały za wygraną, uzbrojone w rondle i pogrzebacze dzielnie strzegły krzyża.(2) Wkrótce na miejsce przybyli milicjanci – rozpoczęła się Obrona Krzyża. Dzięki postawie mieszkańców, krzyż został na swoim miejscu, ale kościół miał powstać kilkadziesiąt metrów dalej.

W końcu po długich i trudnych przeprawach, 14 października 1967 r. roku ks. abp Karol Wojtyła wykopał pierwsze grudy ziemi pod nowy kościół w Nowej Hucie.(3) Głównym architektem kościoła był Wojciech Pietrzyk.

Wojciech Pietrzyk na rusztowaniach Arki (fot. Gdy nadszedł czas budowy Arki ks. Józef Gorzelany)

Budowa odbywała się właściwie bez użycia sprzętu ciężkiego. Władze nie zezwoliły firmom państwowym na wsparcie budowy. Wszystko odbywało się dzięki ludzkim mięśniom – stal zbrojeniową podawano ręcznie, a płynny beton wożono na taczkach. Huta im. Lenina nie sprzedała ani grama stali czy blachy na budowę kościoła.(1) Materiały, trzeba było załatwiać nawet za granicą, za dolary i na podstawionych ludzi. To była wielka męka budowy.(3)

Mieszkańcy Nowej Huty pracują przy wywozie ziemi (fot. Gdy nadszedł czas budowy Arki ks. Józef Gorzelany)
 
Współpraca przy budowie (fot. Gdy nadszedł czas budowy Arki ks. Józef Gorzelany)

Budowa Arki Pana trwała aż 10 lat. Na stronie kościoła wyjaśniony jest kolejny powód:

Projektantem kościoła został prof. Arch. Władysław Pietrzyk, konstruktorem prof. Jan Grabacki. To dobry zespół, ale władze zatwierdzały projekt budowy kościoła „po kawałku”, zawsze trzeba było czekać na kolejne decyzje, materiały budowlane były „na przydział”, a takiego przydziału parafie nie miały. 

Na zewnątrz kościół wyłożony jest otoczakami. Kamienie te mieszkańcy Nowej Huty przywozili z każdego swojego wakacyjnego pobytu w górach. Najczęściej zbierano otoczaki w Popradzie i Dunajcu, a następnie pakowano i przywożono w plecakach lub torbach. Część kościoła wyłożona kamieniami symbolizuje wodę, na której unosi się arka, ale można też odczytywać to w sposób jeszcze bardziej symboliczny, jako miejsce, gdzie przed politycznym żywiołem mogą schronić się wierni. W sumie kościół wyłożony jest około 4 milionami otoczaków.(2)

Wykładanie otoczakami ścian kościoła (fot. Gdy nadszedł czas budowy Arki ks. Józef Gorzelany)
Otoczaki dziś (fot. własne)

W oczy rzuca się także krzyż, górujący nad całą konstrukcją – waży 30 ton i ma 70 m wysokości. Pełni równocześnie funkcję kotwicy oraz wsparcia całej świątyni. W jego górnej części znajduje się złota korona o średnicy 3,5 m, która została wykonana z darów parafian – biżuterii, łańcuszków, zegarków.(2)  

Instalacja krzyża (fot. Gdy nadszedł czas budowy Arki ks. Józef Gorzelany)

Złota korona górująca nad Arką (fot. własne)

Symbole w Arce można znaleźć właściwie z każdej jej strony. We wszystkich ścianach kościoła znajduje się 7 drzwi, symbol 7 sakramentów, do ołtarza prowadzi natomiast 7 stopni, symbolizujących 7 darów Ducha Świętego.(1) Przed wejściem do świątyni wisi 8 dzwonów, które o pełnych godzinach od 6 do 22 grają kościelne melodie.

Dzwony przed wejściem do Arki (fot. własne)

Kościół robi ogromne wrażenie z zewnątrz, ale również w środku znajduje się bardzo wiele ciekawych metafor. Najciekawszym obiektem jest Matka Boska Pancerna, która została umieszczona w Kaplicy Pojednania. Szukając informacji o niej, natrafiłam na opinie, że to unikat na skalę światową i spodziewałam się, że jest schowana gdzieś w gablocie za pancerną szybą, tymczasem to skromna figurka, którą możecie zobaczyć po prawej stronie na kamiennej ścianie, imitującej mur oświęcimski. Historia jej powstania w zestawieniu z niepozornym wyglądem wywołuje naprawdę przejmujące uczucie.

Matka Boska Pancerna (fot. własne)
Matka Boska Pancerna (fot. Arka Pana, Marian Kordaszewski)

Figurka waży 10 kg, ma 60 cm wysokości i została wykonana z odłamków granatów, min, bomb i kul armatnich, wyciągniętych przez chirurgów z ciał ranionych, polskich żołnierzy, którzy w maju 1944 r. zdobywali Monte Cassino. Kiedy polscy kombatanci walczący pod Monte Cassino dowiedzieli się o budowie kościoła w Nowej Hucie, przekazali wszystkie odłamki jednemu z oficerów, a on wykonał z nich figurkę, którą następnie w 1975 r. wręczono kardynałowi Karolowi Wojtyle.(1) Warto odwiedzić Arkę Pana chociażby dla widoku tej niezwykłej pamiątki niezłomności i poświęcenia polskich żołnierzy.

W kościele znajduje się także rzeźba Z życia do życia Chrystusa Ukrzyżowanego wykonana przez Bronisława Chromego. Rzeźba od początku budziła duże kontrowersje, część parafianek po jej ujrzeniu, zapowiedziała, że nie będzie modlić się do takiego Chrystusa. Dlaczego artysta zdecydował się na tak kontrowersyjną formę?

Z życia do życia, Bronisław Chromy (fot. własne)

Bronisław Chromy zainspirował się obrazem wykonanym przez więźnia w Oświęcimiu, który narysował Jezusa na wzór setek osób umierających każdego dnia w obozie. Artysta chciał jak najdokładniej oddać to wspomnienie i jednocześnie uchwycić moment przejścia ze stanu agonii do nowego życia. Rzeźba Chrystusa robi ogromne wrażenie, nie tylko ze względu na swoją formę, ale również umiejscowienie.  

Z życia do życia, Bronisław Chromy (fot. własne)

Chromy jest także autorem tabernakulum w kształcie kuli ziemskiej. Na jego drzwiczkach znajduje się kryształ rutylu, który został przywieziony przez amerykańskich kosmonautów ze statku Apollo 11.(1)
  
Tabernakulum w Arce Pana (fot. własne)

Na koniec podsumowanie w formie cytatu, które moim zdaniem najlepiej określa to, jak Arka Pana oddziałuje na innych:
  
Człowiek współczesny ma dosyć neonów a chętnie chroni się do ciszy katakumb. I właśnie architektura budującego się kościoła w Nowej Hucie działa od wewnątrz na zewnątrz. Jego forma plastyczna stwarza łódź, przypominającą człowiekowi wierzącemu tę prawdę, że wyszedł od Boga i ma dopłynąć w ramiona dobrego Ojca. Masztem tej łodzi jest krzyż, symbol odkupienia nas przez Chrystusa. Kościół ten jest orientowany na tradycyjnej osi wschód – zachód, ale ma formę zapraszającą, wsysającą, wciągającą z każdej strony do swego wnętrza.(2)


Źródła:
1. Arka Pana Marian Kordaszewski
2. Gdy nadszedł czas budowy Arki ks. Józef Gorzelany 
3. Strona internetowa parafii www.arkapana.pl

niedziela, 18 maja 2014

Schrony w Nowej Hucie

Strach przed wojną nuklearną był uczuciem, które towarzyszyło ludziom przez całą zimną wojnę. Nowa Huta, w której wytwarzano stal, była strategicznym miejscem dla przemysłu zbrojeniowego. Polska, jako sojusznik Związku Radzieckiego, obawiała się, że w razie ataku nuklearnego, Nowa Huta może zostać zbombardowana najwcześniej.(1) Z tego powodu pod niektórymi osiedlami powstawały podziemne labirynty oraz schrony przeciwatomowe i przeciwlotnicze. Można powiedzieć, że pod Nową Hutą wybudowano drugie, podziemne miasto.

Największa sala schronu pod kinem Światowid. Sala mogła pomieścić około 200 osób. (fot. własne)
Piwnica na węgiel, w której mieściło się około 30 ton węgla. Manekin to pozostałość po wystawie w Muzeum PRL-u. (fot. własne)

Muzeum PRL-u, znajdujące się w dawnym kinie Światowid, z okazji piątkowej Nocy Muzeów umożliwiło zwiedzanie schronów przeciwatomowych, które znajdują się w podziemiach dawnego kina. Schron mieścił do 500 osób i można go określić jako jedno ze średnich pomieszczeń ochronnych na terenie Nowej Huty. Schrony znajdujące się w Centrum A, B, C, D, gdzie mieściło się 3,5 tys. osób, uznawane są za największe.(2) W razie zagłady atomowej, większość mieszkańców Nowej Huty była skazana na śmierć. Jak można policzyć, schrony mieściły około 1/10 ludności.(1)  

Korytarz pod kinem Światowid. (fot. własne)
Piwnica na węgiel. (fot. własne)

Schrony wyposażone były w wentylatory, klimatyzację oraz systemy, które umożliwiały oczyszczanie powietrza. Na poniższym zdjęciu znajdują się szufladki na filtry węglowe, służące jako pochłaniacze i neutralizatory zapachów. Schron w kinie Światowid jest nie tylko schronem przeciwlotniczym, ale także przeciwatomowym, o czym świadczą solidne, ołowiane drzwi.(3) Wokół nich znajdowała się specjalna nakładka, która nie przepuszczała promieniowania.

Filtry węglowe. (fot. własne)
Drzwi chroniące wnętrze schronu. (fot. własne)

Najciekawsze jest to, że labirynt korytarzy prowadzący do poszczególnych schronów biegnie właściwie pod całą Nową Hutą. Na poniższym zdjęciu znajdują się małe drzwiczki, od których biegnie tunel prowadzący do przychodni na os. Na Skarpie.

Małe drzwiczki prowadzące do kolejnego tunelu. (fot. własne)

Na wielu nowohuckich osiedlach znajdziemy również czerpnie powietrza, które doprowadzają tlen do schronów znajdujących się pod ziemią. Możemy zobaczyć je m.in. na os. Spółdzielczym czy os. Teatralnym, które miało zresztą specjalne, wojskowe przeznaczenie, dlatego najwięcej schronów jest zlokalizowanych właśnie tutaj.(3)

Czerpnie powietrza na os. Teatralnym, które znajdują się za kinem Świt. (fot. własne)
Czerpnia powietrza na os. Spółdzielczym. (fot. własne)

Źródła:
1. Wywiad Renaty Radłowskiej z historykiem Maziejem Miezianem.
2. Reportaż do programu TVP Nowohucka Kronika Filmowa z Leszkiem Sibilą i Maziejem Miezianem.
3. Informacje przewodnika Muzeum PRL-u.

niedziela, 20 kwietnia 2014

Kamienica Pod Murzynami

Egzotyka, literackie uznanie i aptekarska precyzja. Wystarczy  wymieszać wszystkie powyższe składniki, aby w rezultacie otrzymać fragment dawnego obrazu miasta i ciekawość turystów. Choć w Krakowie czas płynie wolniej, to już krakowskie kamienice są bardzo intensywne w swojej różnorodności. Dzisiaj kilka słów o jednej z nich – Kamienicy Pod Murzynami przy ul. Floriańskiej 1 na rogu Placu Mariackiego, w której znajdowała się apteka o nazwie Pod Etiopy.

Kamienica Pod Murzynami, ul. Floriańska 1. (fot. własne)
Kamienica Pod Murzynami, ul. Floriańska 1, 1932 r.

Pierwsze piętro kamienicy zdobi płaskorzeźba przedstawiająca dwóch Murzynów. Te dwie postaci od XVI w. dumnie spoglądają z góry na głowy krakowian.(1) Patrząc na tak egzotyczny obrazek w samym centrum tradycyjnego miasta, możemy zadać sobie pytanie: Co ma Murzyn do XVI-wiecznego Krakowa? Odpowiedź jest całkiem ciekawa – wizerunek ciemnoskórych, zdobiący godło apteki, pełnił funkcję... reklamową.(2) XVI w., czyli czas nowych odkryć geograficznych, sprzyjał zainteresowaniu wszelką egzotyką. Płaskorzeźba dwóch Murzynów miała informować krakowian o dostępności egzotycznych leków w ofercie apteki i stanowić zachętę do dokonania zakupu.

Dom Pod Murzynami, zdjęcie współczesne. (fot. własne)
Dom Pod Murzynami, 1936 r.

Apteka Pod Etiopy była także miejscem spotkań krakowskich innowierców. Klienci apteki mogli nie tylko zaopatrzyć się w wymyślne lekarstwa, ale również zakupić w tym miejscu doskonałe wina.(1) Być może to właśnie tak bogata i różnorodna oferta zaprocentowała w późniejszych latach zainteresowaniem środowiska artystycznego. Konstanty Ildefons Gałczyński wychwalał Kamienicę Pod Murzynami w swoim wierszu Zaczarowana dorożka oraz w wierszu poświęconym Karolowi Szymanowskiemu.

Zaczarowana Dorożka K.I. Gałczyński – fragment wiersza. (Cały wiersz dostępny tutaj).

Źródła:
1. Kraków od A do Z, J. Adamczewski
2. Pępek świata nazywa się Kraków, M. Czuma, L. Mazan – autorzy tej publikacji informują, że postaci Murzynów trafiły na fasadę kamienicy w połowie XVII w.

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Widok na Kraków z innej perspektywy

Kraków pojawiał się w wielu filmowych produkcjach. Wystarczy wspomnieć przykładowo Boże skrawki, do których robiono zdjęcia na krakowskim Zakrzówku, Anioła w Krakowie czy Listę Schindlera. Dzisiaj chciałabym pokazać, gdzie warto się wybrać, żeby zobaczyć Kraków z nieco innej perspektywy. Osobom, które widziały film Vinci, na pewno to miejsce wyda się znajome. Chodzi o balkon przylegający do mieszkania głównego bohatera Szerszenia, w którego wcielił się Borys Szyc.

Borys Szyc i Robert Więckiewicz na tle panoramy Krakowa (kadr z filmu Vinci).

Borys Szyc i Robert Więckiewicz na tle panoramy Krakowa (kadr z filmu Vinci)

Nie wiem, na ile to miejsce jest znane, ale stwierdziłam, że być może nie wszyscy o nim słyszeli. Balkon, z którego rozciąga się malownicza panorama na Kraków jest tak naprawdę tarasem restauracji U Romana, która znajduje się przy ul. Św. Tomasza 43. Restauracja mieści się w budynku Akademii Muzycznej i można do niej wejść w dowolnym dniu tygodnia. Taras czynny jest od poniedziałku do piątku od godz. 9-17, a osoby zapracowane mogą odwiedzić to miejsce w sobotę od godz. 9-15. Po wejściu do środka, należy wjechać windą na ostatnie, szóste piętro.

Wejście do budynku Akademii Muzycznej, ul. św. Tomasza 43 (fot. własne)
Restauracja u Romana (fot. własne)
Cennik w restauracji u Romana (fot. własne)

Poniżej zamieszczam zdjęcia, które przedstawiają widok rozciągający się z tarasu restauracji. Wnętrze podzielone jest na dwie sale, warto wybrać się do sali po lewej stronie, ponieważ jest tam zazwyczaj dużo mniej ludzi i można spokojnie znaleźć wolne miejsce. W soboty w restauracji jest dość duży ruch, nie wiem natomiast, jak sprawa przedstawia się w tygodniu.

Widok na Kraków (fot. własne)
Widok na Wawel (fot. własne)

Widok na Kraków (fot. własne)
Widok na Kraków (fot. własne)

niedziela, 30 marca 2014

Co skrywają klasztorne mury?

Modlitwa, samodyscyplina i poświęcenie. Wydawać by się mogło, że przestrzeń duchownych powinna być wolna od wszelkich skandali i nadużyć. Wystarczy jednak nieco odkurzyć karty historii, by naszym oczom ukazały się skazy, które nawet w dzisiejszych czasach wywołują niedowierzanie. W 1869 r. wyszło na jaw, że krakowski klasztor Karmelitanek Bosych przy ul. Kopernika szczelnie skrywa za swoimi murami pewien sekret.

Klasztor Karmelitanek Bosych, ul Kopernika 44 (fot. własne).

Melodyjna nuta tajemnicy może z powodzeniem nieść się echem po sferze sacrum. Dopóki nie nabierze makabrycznych tonów. 20 lipca 1869 r. do Sądu Krajowego w Krakowie wpłynęło anonimowe zgłoszenie dotyczące przetrzymywania za murami klasztoru karmelitanek jednej z zakonnic – Barbary Ubryk. Kobieta miała przebywać w nieludzkich warunkach, bez dostępu światła, całkowicie odizolowana od innych ludzi. Sąd w porozumieniu z miejscowymi prokuratorami zajął się sprawą, postanawiając rzucić nieco światła na tę niepokojącą informację.

Należy zaznaczyć, że zgłoszenie, które wpłynęło do krakowskich organów sprawiedliwości było bardzo problematyczne. Informacja rzucała cień na działalność duchownych i mogła stać się punktem zapalnym konfliktu między władzą świecką a duchowną. Jeden z sędziów wysunął propozycję bezpośredniego zwrócenia się w tej sprawie do biskupa Gałeckiego w celu weryfikacji anonimowego zgłoszenia. Ten pomysł nie wszedł jednak w życie z dość prostej przyczyny. Gdyby zarzut okazał się prawdziwy, duchowni mieliby wystarczająco dużo czasu na zatarcie śladów przestępstwa. Podjęto decyzję, że sprawą zajmie się jeden z najzdolniejszych krakowskich sędziów śledczych – dr Władysław Gebhardt.

Klasztor Karmelitanek Bosych, ul Kopernika 44 (fot. własne).

Sędzia rozpoczął swoje działania od ustalenia tego, czy nazwisko widniejące w zgłoszeniu, rzeczywiście znajduje się na liście nazwisk zakonnic przebywających w klasztorze karmelitanek. Działania organów policyjnych potwierdziły tę wersję. Barbara Ubryk była jedną z zakonnic. Naprawdę nazywała się Anna, a imię Barbara przybrała dopiero wstępując do zakonu w Krakowie. Podobno jako młoda kobieta miała odznaczać się ogromną urodą. Wybrała jednak życie w jednym z najsurowszych klasztorów żeńskich. U karmelitanek od dnia złożenia ślubów nie wolno było opuszczać murów kościoła.

Zakonnice od dawna uważały, że siostra Barbara ma nie po kolei w głowie. Jak ich zdaniem objawiała się choroba psychiczna? Barbara wybuchała głośnym, niekontrolowanym śmiechem w czasie modlitw w kościele, miewała nagłe napady pobożności, w czasie których potrafiła spowiadać się godzinami, często zamykała się w celi i nie reagowała na polecenia sióstr. Pewnego razu przełożona kazała ogrodnikowi wyważyć drzwi do celi, ponieważ siostra Barbara kolejny raz nie chciała podporządkować się poleceniom. Kiedy udało się sforsować drzwi, ogrodnik ujrzał zakonnicę śpiewającą i tańczącą nago po celi. Wtedy zapadła w jej sprawie decyzja. Był rok 1848.

Źródło grafiki: Barbara Ubryk oder die Geheimnisse des Karmeliter-Klosters in Krakau. Podobno żadne zdjęcie Barbary Ubryk nie zostało zachowane.

Ponad 20 lat później, 21 lipca 1869 r., czyli dzień po otrzymaniu zgłoszenia, sędzia Gebhard udał się do biskupa Gałeckiego z informacją o niepokojącym zgłoszeniu. Duchowny stanowczo zaprzeczył, że uwięzienie zakonnicy za murami klasztora kiedykolwiek miało miejsce, ale wyraził zgodę na zbadanie sprawy przez śledczych. Delegował także duchownego, który wraz z policjantami miał sprawdzić klasztor. Wybrana komisja udała się do klasztoru, żądając od zakonnic spotkania z Barbarą Ubryk. Podprzeorysza, Teresa Kozierkiewicz, początkowo zdecydowanie odmówiła umożliwienia takiego spotkania, jednak po dłuższych dyskusjach, postanowiła wprowadzić komisję do środka. Poprowadziła ich na pierwsze piętro budynku klasztornego, gdzie wskazała ostatnią z rzędu celę, przylegającą do ustępów klasztornych. Otworzono grube, podwójne drzwi. W nozdrza od razu uderzał smród stęchlizny i fekaliów. Cała komisja nie mogła uwierzyć w to, co zobaczyła.

Czas, 1869 r.

Na podstawie krótkiej rozmowy z uwięzioną zakonnicą, komisja doszła do wniosku, że kobieta cierpi na chorobę psychiczną. Biskup Gałecki był w szoku. Bardzo dosadnie skrytykował zachowanie zakonnic. Baraba Ubryk znajdowała się w opłakanym stanie. Kiedy trafiła do szpitala św. Ducha, okazało się, że waży tylko 34 kilogramy.

Dręczenie zakonnicy w Krakowie (źródło).

Informacja o nieludzkich warunkach, w których przetrzymywano zakonnicę, szybko obiegła Kraków. Oliwy do ognia dolały jeszcze dwa krakowskie dzienniki – Czas i Kraj, które na swoich łamach poinformowały o całym zajściu. Pod klasztorem zebrał się tłum ludzi, który z godziny na godzinę gęstniał coraz bardziej. Popołudniu na ul. Kopernika zgromadziła się już grupa licząca 4 – 6 tys. osób (w tym czasie liczba mieszkańców Krakowa wynosiła około 50 tys.). Atmosfera stawała się coraz bardziej nerwowa. Ludzie byli zszokowani nieludzkim zachowaniem sióstr zakonnych. Wśród zgromadzonych przeważali młodzi rzemieślnicy i studenci oraz uboższa ludność zamieszkująca przedmieścia Krakowa.

Klasztor Karmelitanek Bosych, ul Kopernika 44, widok z lewej strony (fot. własne).

Głosy oburzenia przeplatały się z wystąpieniami samozwańczych mówców, którzy zaognili sytuację do tego stopnia, że tłum wyłamał bramę klasztoru. Dopiero ingerencja austriackich huzarów pomogła nieco opanować niespokojne nastroje. Informacja o ataku na zakon przy ul. Kopernika szybko obiegła cały Kraków, powodując kolejne antyklerykalne napaści. Zaatakowano m.in. kościół św. Barbary, klasztor Jezuitów oraz klasztor Norbertanek na Zwierzyńcu. Napiętą sytuację udało się opanować dopiero po kilku dniach, kiedy władze zdecydowały się obsadzić wojskiem wszystkie klasztory krakowskie. 22 lipca władze postanowiły aresztować przełożoną klasztoru – Marię Wężykównę oraz byłą przełożoną – Maurycję Ksawerę Josaph.  

Czy opinia zakonnic o chorobie psychicznej Barbary Ubryk była uzasadniona? Biegli, którzy badali pacjentkę, potwierdzili tę tezę. Lekarze stwierdzili, że zakonnica cierpiała na ostrą formę nimfomanii. Niemożliwość zaspokojenia popędu płciowego doprowadziła do gwałtownego pogorszenia stanu zdrowia. Nieludzkie warunki, w których Barbara Ubryk była przetrzymywana, sprawiły, że już nigdy nie odzyskała równowagi psychicznej. Zmarła w zakładzie dla osób chorych umysłowo w 1898 r.

Źródła:  
Cały tekst powstał przede wszystkim na podstawie informacji znajdujących się w bardzo ciekawej książce Pitaval krakowski Stanisława Salmonowicza, Janusza Szwai, Stanisława Waltosia. Korzystałam także z fragmentów książki Mały Rzym autorstwa Juliusza Stanisława Harbuta oraz z tekstu The True Story of Barbara Ubryk.